SdPl się sypie. Wszystko przez pieniądze?
Czy to koniec Socjaldemokracji Polskiej? Z informacji DZIENNIKA wynika, że z partii Marka Borowskiego odeszła już nie tylko trójka posłów, ale także 30 całych powiatowych struktur i pięć wojewódzkich. Cały czas napływają faksy z kolejnymi rezygnacjami. Byli członkowie zarzucają Borowskiemu niejasności w finansowaniu partii oraz to, że etatowym pracownikom wypłaca ogromne pensje.
- Miller: SdPl jest sztuczne i niepotrzebne
- SLD kusi europosłów od Borowskiego
- Lewica w Sejmie rośnie w siłę
- Czy SLD czeka rozłam?
- Oto nagranie, przez które sypie się SdPl
- Koniec partii Marka Borowskiego
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Część byłych członków SdPl swe odejście tłumaczy nieprawidłowościami finansowymi w partii. Nie podoba się im między innymi to, że - jak twierdzą - Marek Borowski podpisał umowę na blisko 300 tysięcy złotych z firmą Kształtownia. Firmą, której właścicielem jest członek zarządu SdPl i bliski współpracownik Borowskiego Adam Piechowicz.
Wczoraj oficjalnie swoje odejście z Socjaldemokracji Polskiej ogłosiła trójka posłów: Bartosz Arłukowicz, Grzegorz Pisalski i Bożena Kotkowska. W ich ślady chcą pójść następni. "Decydujące było ostatnie posiedzenie konwentu krajowego" - opowiadają.
Także Arłukowicz, Kotkowska i Pisalski przyznają, że to spotkanie miało wpływ na ich decyzje. O co chodzi? "To sprawy wewnątrzpartyjne. Nawet teraz, gdy nie jestem już w partii, nie chcę o nich rozmawiać" - mówi DZIENNIKOWI Arłukowicz. Także pozostała dwójka milczy na temat tego, co wydarzyło się na partyjnym konwencie.
DZIENNIK ustalił kulisy burzliwego spotkania. Kilku szefów wojewódzkich struktur SdPl zarzuciło Markowi Borowskiemu, że lekką ręką wydaje ogromne sumy pieniędzy na wynagrodzenia dla swoich pracowników. Według działaczy, 37 osobom zatrudnionym w partii na etacie wypłacono na rękę blisko 690 tysięcy złotych. Borowski został zaatakowany również za podpisanie umowy na obsługę PR z firmą Kształtownia. Od stycznia do września 2007 roku firma miała z kasy partii dostać blisko 300 tysięcy złotych.
Jednak to nie same oskarżenia przesądziły o tym, że spora grupa działaczy chce odejść od Borowskiego. "Najgorsze było to, co później usłyszałem od Marka" - mówi DZIENNIKOWI jeden z polityków. Co mówił Borowski? Na pytanie o partyjne finanse odpowiadał, że "są to sprawy, o których żadna partia nie mówi głośno". "To ma być nowa transparentna lewica? Jeśli tak, to już beze mnie" - oburza się polityk.
Marek Borowski odpiera zarzuty: "Nie ma żadnych nieścisłości finansowych. Nasze sprawozdanie było badane przez Państwową Komisję Wyborczą i komisja nie zgłosiła do niego żadnych zastrzeżeń" - przekonuje.
Borowski dodaje, że zarzuty pod jego adresem na konwencie były bezpodstawne. "Żadna partia nie rozprawia publicznie na temat swoich pieniędzy. Nie było lewych przelewów ani manipulacji finansowych i tyle" - twierdzi. Zdaniem Borowskiego z partii odejdzie co najwyżej kilkanaście osób. "Odejście takich ludzi, jak pan Arłukowicz, którzy chcieli rozpuszczenia SdPl w SLD, tylko jej pomoże" - mówi krótko.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!