"Ile jeszcze dzieci musi mieć połamane ręce, ile dzieci musi mieć jeszcze połamane nogi, ile dzieci musi jeszcze mieć pęknięte wątroby, (...) żeby rząd w końcu wziął się do pracy? Bo samymi informacjami na temat przyszłych działań, samymi propozycjami, z których rząd się wycofuje, naprawdę się dzieciom pomóc nie da" - powiedziała Kluzik-Rostkowska, minister pracy w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

"Rok 2008 był rokiem straconym, mam nadzieję, że rok 2009 będzie dużym przełomem i nie będziemy stać w miejscu przez 12 miesięcy" - dodała. I podkreśliła, że rząd wycofał się z szumnie zapowiadanego całkowitego zakazu bicia dzieci, bo "byłby on niezrozumiały" dla elektoratu PSL.

O tym, że rząd wycofuje się z tego pomysłu, jako pierwszy napisał DZIENIK. Po majowych zapowiedziach premiera Donalda Tuska, że w Polsce będzie obowiązywał całkowity zakaz bicia dzieci, w projekcie noweli ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zapisano: "zakazuje się stosowania kar cielesnych, zadawania cierpień psychicznych i innych form poniżania dziecka".

Według Kluzik-Rostkowskiej obecnie proponowany zapis jest "ucieczką" i tak naprawdę nie wniesie niczego nowego. Jak mówiła, zakaz całkowitego bicia "mógłby zmienić postrzeganie wychowania".