Po spotkaniu władz Sojuszu Wojciech Olejniczak tryskał dobrym humorem. "Była poważna dyskusja, wiele głosów było po mojej stronie" - powiedział tylko w TVN24. Dodał, że nic złego mu się nie stało.

Główna teza raportu sporządzonego przez doktora politologii Rafała Chwedoruka z Uniwersytetu Warszawskiego, zaprezentowanego na Zarządzie SLD, jest bardzo mocna. Z raportu wynika bowiem, że pod rządami Wojciecha Olejniczaka lewica stawała się "przystawką" Platformy Obywatelskiej. Zwolennicy obecnego szefa SLD Grzegorza wypominają obecnemu szefowi klubu Lewicy, że gdy kierował partią, dążył do politycznego sojuszu z PO, że lewica zaczęła skręcać na prawo, a w SLD powstała frakcja zwolenników Platformy.

Co miało za to grozić Olejniczakowi? Nieprzychylni mu koledzy mówili na przykład o "zesłaniu" do Parlamentu Europejskiego. Jednak po spotkaniu władz partii wygląda na to, że były szef SLD znów wygrał, a lewica wciąż będzie podzielona między Napieralskiego a Olejniczaka.

"Dla mnie najważniejsze nie jest to, co napisze jeden doktor czy magister, ale ważniejsze jest, w jaki sposób odbiera to, co ja robię, opinia publiczna" - bagatelizował sprawę Olejniczak. Nic nie robił sobie również ze słów członków władz Sojuszu. "Będzie nadal szefem klubu, ale wybijemy mu zęby i stępimy pazury" - zapowiadał anonimowo prominentny polityk SLD w rozmowie z DZIENNIKIEM.

Zwolennicy stronnictwa Napieralskiego chcieli ograniczyć wpływy Olejniczaka w SLD. Były szef partii twierdzi jednak, że nic mu nie grozi. "Mam zdrowe zęby i paznokcie" - odpowiadał szef klubu Lewicy w Radiu ZET.