Każdy będzie mógł przyjść do IPN i zlustrować dowolną osobę - alarmowała w sobotę "Gazeta Wyborcza", powołując się na projekt zmian ustawy lustracyjnej autorstwa Platformy Obywatelskiej. Tymczasem, jak ustalił DZIENNIK, gotowy projekt nie istnieje, a władze klubu PO są przeciwne powszechnej dostępności do akt.

Według "Gazety" w projekcie nowej ustawy znalazło się m.in. umieszczenie akt osób publicznych w internecie, likwidacja oświadczeń lustracyjnych czy zamknięcie Biura Lustracyjnego IPN. Jednak najwięcej emocji wzbudził pomysł lustracji wszystkich przez wszystkich. Jedynym ograniczeniem miałoby być zamazanie tzw. informacji wrażliwych. Według "GW", wprowadzenie wszystkich zmian będzie okazją do dymisji prezesa IPN Janusza Kurtyki.

Tymczasem żaden poseł PO, ani nawet władze tej partii, nie widziały na oczy gotowego projektu zmian w prawie lustracyjnym. Jak ustaliliśmy, władze Platformy rzeczywiście kilka miesięcy temu zleciły prace nad takim projektem posłowi Sebastianowi Karpiniukowi. Ten, razem z zespołem pięciu ekspertów, przygotował liczące 130 stron opracowanie. Zawiera różne propozycje lustracji skonstruowane tak, aby nie zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny. Jest wśród nich także pomysł nieograniczonego dostępu do archiwów. Karpiniuk podkreśla jednak, że opracowanie zawiera tylko propozycje, ale projektem nie jest. "Nie istnieje gotowy projekt, nie ma niczego, co mógłbym przedstawić klubowi do dyskusji" - zapewnia Karpiniuk.

Przyznaje, że jest za umieszczeniem akt osób publicznych w internecie, ale nie za całkowitym otwarciem archiwów. "Mówienie, że PO jest za nieograniczonym dostępem do akt IPN nie jest prawdą" - podkreśla Karpiniuk.

Jego słowa potwierdzają władze klubu PO. "Jest pomysł na otwarcie archiwów IPN, ale nie na takich zasadach, że sąsiad sąsiadowi zaglądał do jego teczki. Na to zgody nie ma" - twierdzi twardo szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Zapewnił też, że PO nie chce odwołać prezesa Kurtyki.

Wiceszef klubu Grzegorz Dolniak mówi DZOIENNIKOWI, że także jest przeciwny całkowitemu otwarciu teczek. I zapewnia, że Platforma w najbliższym czasie w ogóle nie ma zamiaru się tą sprawą zajmować, bo ma pilniejsze, np. wprowadzenie euro czy ustawy zdrowotne.

Szef kolegium IPN prof. Andrzej Paczkowski zwraca uwagę, że opisane pomysły są mało realne. "W 2007 roku około 100 tys. osób publicznych złożyło oświadczenia lustracyjne, ile czasu, pieniędzy i ludzi trzeba, aby je zeskanować i wprowadzić do internetu? Jeśli każdy mógłby przyjść do IPN i zażądać dowolnej teczki, to musielibyśmy wynająć jakąś halę sportową" - twierdzi prof. Paczkowski.

p

Bogumił Łoziński: Jest pan za powszechnym dostępem do ubeckich teczek?
Andrzej Czuma*: W klubie PO nie jest znany żaden projekt zawierający taką propozycję. Być może ktoś z ekspertów spisał swoje wizje i do tego dotarli dziennikarze. "Gazeta Wyborcza", podając taki pomysł jako projekt, chce skompromitować ideę lustracji, z którą walczy.

Jednak Platforma obiecywała jak najszerszy dostęp do archiwów IPN.
Sytuacja, w której każdy będzie mógł zajrzeć do teczki, kogo chce, np. sąsiada, jest niedopuszczalna. To tak, jakbyśmy wszystkim dali prawo do wchodzenia do obcych mieszkań. Pozwolenie na to byłoby przestępstwem. Na pewno Trybunał Konstytucyjny by to zakwestionował. Wystarczy, że każdy ma prawo do zapoznania się z własną teczką oraz osób publicznych.

A jest pan za tym, aby teczki osób publicznych umieścić w internecie?
Nie wiem, czy to jest technicznie możliwe.

To co by pan w obecnej procedurze lustracyjnej zmienił?
Zła jest poprawka PiS z 2007 r., na mocy której zwiększono do pół miliona liczbę osób publicznych, które muszą składać oświadczenia lustracyjne. Tę listę trzeba zmniejszyć do 10 tys. stanowisk publicznych. Lustrowanie jakiegoś człowieka z Pacanowa, który 30 lat temu doniósł na kolegę, a dziś ubiega się o stanowisko sołtysa, jest paranoiczne.

*Andrzej Czuma jest posłem PO, działaczem opozycyjnym w PRL