"Przez Dorna przemawia jego zawiedziona ambicja" - odpowiada rzecznik PiS Adam Bielan. Ale nie wszyscy politycy tej partii tak jednocznacznie oceniają odezwę byłego "trzeciego bliźniaka".

>>> Bielan: Dorn to polityczny bankrut

Dorn, choć w sposób bezwględny krytykuje partię, to jak tłumaczy nadal czuje się członkiem PiS i chce wpływać na jego losy. Sądzi też, że ma do tego prawo jako jedna z osób, które to ugrupowanie zakładała. Mało tego, Dorn wciąż wierzy, że tylko Prawo i Sprawiedliwość jest gotowe przejąć odpowiedzialność za państwo.

"PiS jest jedyną partią, która będzie w stanie skutecznie ubiegać się o przywództwo, jeśli tylko przemyśli swoje błędy i dokona wewnętrznej reformy" - pisze w liście. Odezwę kończy życzeniem owocnych obrad. "Sercem i myślą będę z wami" - zapewnia delegatów.

>>> Przeczytaj w całości list Ludwika Dorna

Mimo tych życzeń, wielu polityków PiS uważa, że intencje Dorna wcale nie są dobre. "Taki list dziesięć dni przed kongresem w sytuacji, w której dzięki sprawie Olewnika odbiliśmy się od dna, to jak wbicie noża w plecy. To podetnie nam świeżo rozpostarte skrzydła" - mówi jeden z ważnych polityków partii Jarosława Kaczyńskiego.

Tadeusz Cymański nie rozumie takiego stawiania sprawy. "Nie wiem, dlaczego ten list mielibyśmy traktować jako jakiś sabotaż" - dziwi się poseł. Jego zdaniem jeśli rzeczywiście list Dorna mógłby zagrozić pozycji i sytuacji PiS to by oznaczało, że partia jest słaba. "Ja z taką diagnozą na pewno bym się nie zgodził" - podkreśla Cymański.

Zastrzega jednak, że choć w tym, że Dorn napisał list nie widzi nic złego, to co do jego treści ma już wiele zastrzeżeń. "Na pewno jednak potrzeba nam dyskusji, a w niej także takie głosy powinny być wzięte pod uwagę" - tłumaczy.

W swojej opinii nie jest zresztą odosobniony. Problem polega jednak na tym, że poza Cymańskim mało kto chce o liście i ataku na presesa PiS rozmawiać pod własnym nazwiskiem. "Nie jestem samobójcą, ja z partii nie chcę być wyrzucony. Dobrze jednak, że ten list powstał" - mówi nam jeden z ważnych posłów.

Jednak zdaniem części polityków tej partii, choć może jej były wiceprezes trafnie diagnozuje problemy PiS, to jest jedno ale. "Takiego listu na pewno nie powinien pisać Dorn. Dlaczego? Bo on sam tworzył to, co teraz krytykuje, a we własne piersi uderzać się nie zamierza" - podkreśla jeden z naszych rozmowców. A inny dodaje: "Dorn zachowuje się jak Trocki piszący listy do Stalina. Siedzi na obczyźnie i mówi o szczytnej idei rewolucji, przy okazji zapominając, że w czasie tej rewolucji sam mordował ludzi".