"Jak znam premiera to proponując Czumie to stanowisko powiedział, że ma być jak Tomy Lee Jones w <Ściganym>" - mówi rozmówca DZIENNIKA. Twierdzi, że to nie żart. "Chcemy, by nowy minister był młotem na przestępców. Chcemy także, by potrafił zdyscyplinować towarzystwo wzajemnej adoracji, które od lat siedzi w sądach, w prokuraturze i w samym resorcie" - zaznacza. "Sprawa Olewnika nie może się powtórzyć" - podkreśla.

Politycy Platformy zgodnie przyznają, że główną cechą charakteru nowego ministra, na którą liczy premier, jest jego stanowczość. Tusk chce to wykorzystać m.in. w rozmowach z korporacjami prawniczymi.

"Ćwiąkalski okazał się zbyt miękki. Czuma, osoba spoza tego środowiska, nie będzie miał problemu z tym, że komuś naciśnie na odcisk. Nie chcemy wojny z prawnikami, ale korporacje mają być otwarte" - tłumaczy osoba blisko współpracująca z premierem.

Również Julia Piera z PO niezwiązanie Czumy ze środowiskiem uważa za jego atut. "Od dwudziestu lata mamy ministrów fachowców, a jest wiele pretensji do funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Nadszedł czas, by to zmienić" - podkreśla Pitera

We wprowadzaniu zmian w resorcie Czumie ma pomóc Krzysztof Kwiatkowski, 38 letni senator PO, były osobisty sekretarz premiera Jerzego Buzka. Kwiatkowski będzie nie tylko wiceministrem, ale także szefem gabinetu Czumy.

Czuma swoją ministerialną nominację odebrał wieczorem. Była to chyba najcieplejsza uroczystość tego typu za czasów rządu Donalda Tuska i w iście amerykańskim stylu. Lech Kaczyński nie szczędził kandydatowi i jego rodzinie komplementów i miłych słów. "Witam bliźniaczki" - zwrócił się do wnuczek Czumy. "Mam nadzieję, że za kilka lat zastąpią innych bliźniaków" - zażartował. Uroczystość w pałacu zakończyło na prośbę Andrzeja Czumy zdjęcie jego rodziny z prezydentem.