"W związku z pojawiającymi się w mediach informacjami dotyczącymi ujawnienia tajnego raportu ABW nt. incydentu w Gruzji stanowczo oświadczam, że nie przekazałem dziennikarzom żadnych informacji objętych klauzulą tajności" - napisał Kownacki w oświadczenie zamieszczonym na stronie prezydenta.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która bada sprawę przecieku, musiała najpierw rozpoznać, skąd pochodzi wydrukowany w prasie dokument. Można to było ustalić, gdyż każdy egzemplarz raportu miał znaki szczególne.

Dzięki temu wyszło na jaw, że przecieku dokonała osoba z Kancelarii Prezydenta. Później przestudiowano książkę wejść i wyjść, bilingi, a także logowanie się telefonów komórkowych do przekaźników. Jak się okazało, z dziennikarzami spotkał się właśnie Piotr Kownacki. A chwilę wcześniej pobrał materiały z kancelarii tajnej.

>>> Przeczytaj raport ABW o strzelaninie w Gruzji

Prokuratura odmawia komentarza w tej sprawie. Przyznaje jedynie, że śledztwo trwa. Celem tego postępowania jest ustalenie osób, które ujawniły treść tego raportu opinii publicznej - mówi Mateusz Martyniuk z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Co więcej, były już prokurator krajowy Marek Staszak zapowiedział w Kontrapunkcie RMF FM i "Newsweeka", że śledztwo w tej sprawie zmierza do postawienia zarzutów konkretnym osobom. Kłopoty czekają prawdopodobnie wiceszefa BBN Witolda Waszczykowskiego, który również miał kontaktować się z dziennikarzami w związku z raportem ABW.

23 listopada zeszłego roku, podczas oficjalnej wizyty Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, konwój, w którym jechali prezydenci Polski i Gruzji został zatrzymany przy granicy Gruzji i Osetii Południowej. W pobliżu rozległy się strzały. Nikomu nic się nie stało. Prezydenci i cały konwój wrócili bezpiecznie do Tbilisi.