"Uznałem, że w czasie kiedy wszyscy szukają oszczędności, przyznawanie podwyżek urzędnikom państwowym jest nie na miejscu" - tak Tusk tłumaczył swoją decyzję. Wyjaśnił, że specjalną uchwałą zamroził podwyżki plac dla najwyższych rangą urzędników państwowych.

Uprzedzając krytykę, dodał, że niektórzy z pewnością uznają to za zagranie "propagandowe". "Uczciwie chcę powiedzieć, że jeśli oczekuję od ministrów, aby dokonywali oszczędności, skoro mam odwagę powiedzieć, że rok 2009 nie będzie łatwy, będzie wymagał od każdego dyscypliny finansowej, nie może być tak, że ktoś za plecami decyduje, że najlepiej zarabiający urzędnicy będą więcej zarabiać" - przekonywał Tusk.

To czysty populizm

"Decyzja Tuska to czysty populizm. Premier w dobie kryzysu chce podlizać się społeczeństwu, zabierając podwyżki swoim urzędnikom" - mówi DZIENNIKOWI szef prezydenckiej kancelarii Piotr Kownacki.

"Wiem, że w czasach tabloidów ten pogląd może być nie popularny, ale moim zdaniem prezydent, premier czy ministrowie, którzy zarządzają wielomiliardowymi budżetami, nie powinni zarabiać połowy tego co dyrektor małego banku na prowincji" - dodał.

Prezydencki minister zastanawia się też, w jaki sposób Tusk zamrozi podwyżki. "Przecież wynikają one z ustawy budżetowej, która jest już uchwalona" - podkreśla.

DZIENNNIK ujawnił pierwszy

O podwyżkach m.in. dla posłów pierwszy napisał DZIENNik. Dzięki waloryzacji pensji mieli zarabiać miesięcznie o 400 zł więcej. Pytani przez nas parlamentarzyści nie widzieli jednak w tym nic stosownego i nie zamierzali rezygnować z większych uposażeń.