Z jakim składem gabinetu PO wejdzie w kampanie wyborczą? Wyklarowały się dwa poważne warianty rekonstrukcji rządu. Pierwszy zakłada małą, szybką zmianę już wiosną. W drugiej opcji rekonstrukcja jest głęboka i następuje na przełomie 2009 i 2010 - roku wyborów prezydenckich. I wtedy powstaje gabinet, który jest kołem napędowym prezydenckiej kampanii wyborczej.

Jeśli premier zdecyduje się na pierwszy wariant, stanowiska mogłoby stracić trzech ministrów.
"Na razie jest trójka kandydatów" - mówi jeden z członków rządu. I wskazuje minister zdrowia Ewę Kopacz, szefową resortu edukacji Katarzynę Hall i szefa resortu infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Czym się narazili premierowi? "Jest kryzys i nie ma miejsca na słabe punkty w rządzie" - tłumaczy jeden z liderów PO.

Kopacz stała się symbolem kłopotów PO z reformą służby zdrowia, Hall nie jest medialna i PO nie udało uczynić z jej reformy edukacji mocnego punktu działań rządu, a minister infrastruktury co chwila ma kłopoty z poślizgami w budowie dróg. A to budzi wyjątkowe niezadowolenie premiera, tak jak w przypadku informacji podanej przez media, że na Euro 2012 nie będzie gotowa autostrada Warszawa - Berlin.

Te zmiany byłyby przeprowadzane już w trakcie kampanii do Parlamentu Europejskiego. Jednak wbrew temu, co jeszcze niedawno mówili politycy PO, wątpliwe, by dla ministrów dymisje skończyły się przeprowadzką do Brukseli. "Jakby to wyglądało: przychodzi minister do premiera i mówi: Chociaż się nie sprawdziłem, to dajcie mi teraz jedynkę na listach do Brukseli" - komentuje współpracownik premiera. Wyjątkiem od reguły może być Ewa Kopacz.

Drugi wariant zmian to wyciągnięcie wniosków z dwóch lat rządów i poważne zmiany w składzie gabinetu. Ale bez zmiany szefa - Tusk pozostałby premierem i z tej pozycji stoczył pojedynek o fotel prezydenta. A pozycja szefa rządu dałaby mu dodatkowe punkty w kampanii. "Dlaczego Tusk miałby rezygnować ze swojej pozycji i dobrowolnie oddawać pole?" - podkreślają ludzie premiera.

Ten wariant przewiduje, że premier dokonałby zmian na przełomie roku. "Miałby powstać rząd, którym można się pochwalić w wyborach prezydenckich. To byłyby duże zmiany i duże osobowości" - opowiada jeden z liderów PO. Mógłby pozwolić PO na złapanie drugiego oddechu i pozbycie się negatywnych skutków sprawowania władzy. "W ramach takich dużych zmian rozpatrywany był nawet wariant, że do rządu wejdzie Kazimierz Marcinkiewicz. Nie wyznaczyliśmy mu roli, ale on chce i może wszystko" - wyjaśnia jeden z liderów PO.

Na razie są to scenariusze rozważane w ścisłym kręgu przywódców PO. Scenariusze nie były też przedmiotem rozmów z koalicjantem. "Nie rozmawialiśmy o tym" - przyznaje jeden z liderów PSL. Ale ludowców taki sposób postępowania nie dziwi. "Kiedy rządziliśmy z lewicą, jak były kłopoty, zmienialiśmy skład rządu i notowania znowu rosły - dodaje polityk PSL.