Wicepremier w programie "Piaskiem po Oczach" w TVN24 mówił o gorączkowych poszukiwaniach pieniędzy potrzebnych do załatania dziury budżetowej. "Nikt nie fałszował rzeczywistości. Rząd się przygotowywał. Ale pewność, że idzie zły czas przyszła dopiero w grudniu" - mówił.

Skąd rząd weźmie pieniądze? "MON jest ministerstwem z największym budżetem, największymi wydatkami i największymi możliwościami przesunięcia ich na kolejne lata" - mówił wicepremier. "Takie inwestycje, jak polska łódź podwodna mogą poczekać."

Zapytany o możliwość podniesienia podatków, odpowiedział krótko: "Chciałbym powiedzieć, że to jest niemożliwe, ale nie mogę. To jest ostateczność."

>>>Premier zabrał podwyżki posłom

Schetyna wyjaśnił też, że ani Janusz Palikot, ani Sławomir Nowak nie są autorami pomysłu, żeby publicznie zaapelować o zaproszenie premiera Donalda Tuska na kongres PiS. "Błyskotliwe pomysły Donalda Tuska są zawsze wyłącznie jego autorstwa" - zapewnił wicepremier.

Chętnie mówił o zjeździe PiS. Przyznał, że z dużym zainteresowaniem zobaczyłby na nim wystąpienie Donalda Tuska. PiS odrzuciło jednak taką możliwość, co Schetyna skwitował krótko: "Premier naprzykrzać się nie będzie(...) Niegrzecznie byłoby tam wystawać, wpychać się, molestować. Jeśli prezes Kaczyński premiera Tuska nie zaprosi, to ten drugi się na kongresie nie zjawi" - dodał.

Schetyna ukrył fakty, ale nie krył swoich uczuć, gdy zapytano go o umowę PO z byłym premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem. "Jest umowa o ewentualnej przyszłej współpracy, każdy były premier powinien mieć godne miejsce w polityce" - mówił Schetyna. Przyznał, że częścią umowy była propozycja startu Marcinkiewicza w eurowyborach z list PO, ale jak zaznaczył, były premier nie jest nią zainteresowany.

Schetyna nie chciał wyjaśnić jakie inne ustalenia zawiera porozumienie z Marcinkiewiczem, powiedział jedynie, że będzie ono dotrzymane. "Jest umowa o ewentualnej przyszłej współpracy, każdy były premier powinien mieć godne miejsce w polityce" - mówił wicepremier Schetyna. Ale jednocześnie nie mógł ukryć, że krytycznie patrzy na pokazywanie przez Marcinkiewicza swojego prywatnego życia w mediach.

"Ze zdumienie obserwuję jego aktywność i obecność w tabloidach i mediach. Były momenty tak trudne, że można nazwać je żenującymi" - powiedział wicepremier.

Wicepremier jeszcze raz powtórzył, że nie zamierza zastąpić Donalda Tuska na stanowisku premiera, gdy ten będzie startował w wyborach prezydenckich. "Do wyborów 2010 roku jest jeszcze wiele dni, które musimy przetrwać. Oczywiście o nich pamiętamy, ale nie mamy ich w planach krótko ani średnioterminowych. Nie chcę i nie planuję być premierem" - mówił.

>>>Premier nie odda stanowiska przed wyborami