"Wszystko było twarde, a jeszcze trzeba było czekać Bóg wie ile w kolejce, by cokolwiek dostać" - żalii się delegaci. Część osób od razu zrezygnowała z jedzenia przygotowanego przez partię i telefonicznie zamawiała pizzę.

Po dwóch godzinach przeznaczonych na posiłek wrócono do pracy merytorycznej. W głównej sali trwa debata na temat nauki i kultury. W sali bocznej Paweł Kowal z Pawłem Poncyljuszem prowadzą natomiast debatę na temat polityki energetycznej.

W pierwszej wersji kongresu miało być odwrotnie. Wczoraj zdecydowano jednak, że sprawa dostaw gazu do Polski, o której mówią Poncyljusz z Kowalem, jest mniej ważna od kultury, i debaty zamieniono. Efekt jest taki, że główna sala świeci pustkami, a do małej salki na zapleczu, gdzie trwa zażarta dyskusja o energetyce, wejść nie można, bo nie ma miejsc.

"Na główną salę wpuszczono tylko te panele, których prowadzący nie mają własnych aspiracji politycznych" - mówił nam jeden z delegatów. Jako przykład podaje zresztą nie tylko debatę gazową, ale także wieczorną dyskusję o bezpieczeństwie, prowadzoną przez Zbigniewa Ziobrę.