6 lutego minie 20 lat od rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Z tej okazji generał Czesław Kiszczak udzielił wywiadu Polskiej Agencji Prasowej. Twierdzi w nim, że komuniści przymierzali się do rozmów z "Solidarnością" od lat. A także, że on sam zdawał sobie sprawę, że władzę trzeba oddać.

"Dochodziłem do wniosku, że władzę można zdobyć siłą, że władzę można utrzymać przez pewien czas przy pomocy karabinów i przy pomocy gazu, i przy pomocy pałek milicyjnych, ale władzy nie można sprawować w nieskończoność przy pomocy pałek, że trzeba znormalizować polską scenę polityczną" - zdradza swoje ówczesne przemyślenia Kiszczak.

Całkowicie nie wierzy mu dr Antoni Dudek z IPN. I przytacza fakty. Według dokumentów generałowie Kiszczak i Wojciech Jaruzelski dobrze wiedzieli, że muszą podzielić się władzą, bo w przeciwnym razie straciliby wszystko tak jak wcześniej Gierek i Gomułka. "I to był prawdziwy powód przystąpienia do rozmów z "Solidarnością" - podkreśla historyk.

Kiszczak twierdzi też, że w czasie rozmów w Magdalence Lech Wałęsa domagał się tylko ponownej legalizacji swojego związku zawodowego. "Ale myśmy chcieli dać więcej i daliśmy więcej. Daliśmy całą władzę" - twierdzi.

"Oni nie oddali całej władzy" - prostuje Dudek. "Obydwaj z Jaruzelskim po prostu nie przypuszczali, że ich przegrana w wyborach czerwcowych będzie tak ogromna. Uważali, że mogą utrzymać władzę do 1995 roku, czyli do końca kadencji prezydenta, którym miał zostać Jaruzelski".

Kiszczak nieustannie też podkreśla w wywiadzie swoją jakoby wyjątkową rolę podczas obrad Okrągłego Stołu. "Nie było w Polsce odważnych ludzi, jedynym politycznym samobójcą w Polsce byłem ja. (...) Byłem jedynym człowiekiem, który mógł ośmielić pozostałych" - przechwala się.

Zdaniem Dudka Kiszczak przecenia swoje znaczenie jako kreatora przemian w 1989 roku. "W warstwie faktograficznej on się nie myli, ale jego wersja interpretacyjna jest przesadna. To, co opowiada, to bajki" - komentuje dr Dudek.