Tych oszczędności może być za mało
Plan oszczędności domknięty i rząd znalazł brakujące w budżecie miliardy. Jest nawet więcej niż planowano. Zamiast 17 miliardów będzie 19,7 mld złotych oszczędności. Cięcia w budżetach resortów to 10 mld 4 mln złotych, reszta - 9,7 mld to zmiana źródeł finansowania budowy dróg. To może być za mało - mówi DZIENNIKOWI były wiceminister finansów Stanisław Gomułka.
- Składasz PIT. Będziesz mieć kłopoty
- Pieniądze z Polski zostały wypompowane
- Wielka wpadka ministra Klicha
- Oto oszczędności ministrów
- Oszczędności w MON szansą na reformę
- Cud budżetowy: Tusk znalazł 20 miliardów
- Właśnie tak Tusk dokonał budżetowego cudu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 0°C max. 23°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Janusz K. Kowalski: Rząd obciął wydatki budżetu o 19,7 mld zł. Czy to wystarczy, aby utrzymać jego deficyt w wysokości 18,2 mld zł?
Stanisław Gomułka*: Moim zdaniem to nie wystarczy. Uważam, że potrzebne będą większe cięcia, może nawet w wysokości około 30 mld zł. Ale nikt tego dokładnie nie wie, bo dopiero
wchodzimy w spowolnienie gospodarcze.
30 mld zł? Czy to możliwe, aby aż o tyle odchudzić budżet państwa?
Wydaje mi się, że rząd w tej chwili wyczerpuje już wszystkie możliwości oszczędzania. Bo widzę, że korzysta z propozycji, które były rozpatrywane w Ministerstwie Finansów, gdy byłem
wiceministrem. Pomysł polegał na tym, aby drogi były budowane częściowo ze środków unijnych i częściowo ze środków sektora prywatnego. To zmniejszyłoby wydatki budżetu, gdyż rząd
udzielałby tylko gwarancji dla firm prywatnych. Mogłoby to dać oszczędności w tegorocznym budżecie w wysokości 8 - 10 mld zł.
Czy zamiast ograniczania wydatków nie lepsze byłoby, co postuluje PiS, powiększenie deficytu budżetu państwa?
To zależy od strategii rządu. Jeśli chce podtrzymać plany związane z wejściem Polski do strefy euro, to nie może powiększać deficytu. Tym bardziej że należy spodziewać się silnego
spowolnienia gospodarczego na granicy recesji przez dwa lata.
Co oznacza silne spowolnienie gospodarcze?
To, że wzrost gospodarczy będzie się mieścił w granicach 0 - 2 proc. Nie można jednak wykluczyć, że gospodarka się nawet skurczy w jakimś kwartale.
Premier stwierdził, że oszczędności nie dotkną zwykłych ludzi. Czy to możliwe?
Mogą one dotknąć pracowników ministerstw i niektórych firm. Ale nie będą to dramatyczne zmiany, jeśli dotkną dziesiątki tysięcy osób, a nie miliony. Gdyby się jednak okazało, że trzeba
szukać dodatkowych 10 mld zł oszczędności, to koszty społeczne musiałby być większe.
* Prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów w rządzie Donalda Tuska






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!