Janusz K. Kowalski: Rząd obciął wydatki budżetu o 19,7 mld zł. Czy to wystarczy, aby utrzymać jego deficyt w wysokości 18,2 mld zł?
Stanisław Gomułka*: Moim zdaniem to nie wystarczy. Uważam, że potrzebne będą większe cięcia, może nawet w wysokości około 30 mld zł. Ale nikt tego dokładnie nie wie, bo dopiero wchodzimy w spowolnienie gospodarcze.

30 mld zł? Czy to możliwe, aby aż o tyle odchudzić budżet państwa?
Wydaje mi się, że rząd w tej chwili wyczerpuje już wszystkie możliwości oszczędzania. Bo widzę, że korzysta z propozycji, które były rozpatrywane w Ministerstwie Finansów, gdy byłem wiceministrem. Pomysł polegał na tym, aby drogi były budowane częściowo ze środków unijnych i częściowo ze środków sektora prywatnego. To zmniejszyłoby wydatki budżetu, gdyż rząd udzielałby tylko gwarancji dla firm prywatnych. Mogłoby to dać oszczędności w tegorocznym budżecie w wysokości 8 - 10 mld zł.

Czy zamiast ograniczania wydatków nie lepsze byłoby, co postuluje PiS, powiększenie deficytu budżetu państwa?
To zależy od strategii rządu. Jeśli chce podtrzymać plany związane z wejściem Polski do strefy euro, to nie może powiększać deficytu. Tym bardziej że należy spodziewać się silnego spowolnienia gospodarczego na granicy recesji przez dwa lata.

Co oznacza silne spowolnienie gospodarcze?
To, że wzrost gospodarczy będzie się mieścił w granicach 0 - 2 proc. Nie można jednak wykluczyć, że gospodarka się nawet skurczy w jakimś kwartale.

Premier stwierdził, że oszczędności nie dotkną zwykłych ludzi. Czy to możliwe?
Mogą one dotknąć pracowników ministerstw i niektórych firm. Ale nie będą to dramatyczne zmiany, jeśli dotkną dziesiątki tysięcy osób, a nie miliony. Gdyby się jednak okazało, że trzeba szukać dodatkowych 10 mld zł oszczędności, to koszty społeczne musiałby być większe.

* Prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów w rządzie Donalda Tuska