Chyba nikt poza uczniami i studentami nie ma tyle wolnego, co posłowie. Od 25 lipca do 4 września mieli wakacje. Przerwa świąteczna trwała od 19 grudnia do 7 stycznia. Już wtedy wielu polityków skorzystało z okazji i udało się na narty. Np. szef klubu parlamentarnego PiS Przemysław Gosiewski wypoczywał z rodziną w prezydenckim ośrodku w Wiśle.

Teraz znów posłowie mają wolne. Od 23 stycznia do 10 lutego nie odbędzie się w Sejmie żadne posiedzenie sejmowej podkomisji czy komisji. Powód? Nieformalne zimowe ferie. "Dużo wcześniej jest ustalane, że taka przerwa będzie miała miejsce w okresie zimowym" - tłumaczy rzecznik marszałka Sejmu Jerzy Smoliński.

>>> Poselskich pensji nie da się obniżyć

Chociaż od kilku tygodni temat kryzysu finansowego nie znika z mediów, posłowie zdają się tym kompletnie nie przejmować. W styczniu spotkali się jedynie na dwóch posiedzeniach. Z inicjatywy opozycji odbyła się debata o kryzysie. I na tym koniec. Posłowie znów się rozjechali. Niektórzy zaczęli odpoczywać nawet wcześniej, niż przewidywał sejmowy kalendarz. Wyjazd Sławomira Nitrasa na słoneczną Teneryfę zahaczył o całe ostatnie posiedzenie. - Chory byłem wtedy. Na wakacje pojechałem później - tłumaczy.

Posłom PiS zimowy wypoczynek utrudniło zorganizowanie kongresu akurat w samym centrum ferii. Ale nie uniemożliwił. Poseł Jacek Kurski już kilkanaście godzin po zakończeniu obrad w Krakowie pojechał za naszą południową granicę i z całą rodziną szusuje na nartach. Posłanka Elżbieta Kruk wybrała podróż do Francji. Nie marnują czasu także politycy SLD. Wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński wybrał spopularyzowane ostatnio przez premiera Donalda Tuska włoskie Dolomity. Także szef klubu Lewicy Wojciech Olejniczak bawił we Włoszech.

Czy w sytuacji gdy rząd szuka oszczędności, kraj coraz mocniej dotyka kryzys, posłowie nie powinni zrezygnować z takich wojaży? Tym bardziej że ich wyjazdy poprzedziła debata o tegorocznej waloryzacji płac w budżetówce, w tym także poselskich diet. Szmajdziński uważa, że nie można przesadzać. Tłumaczy, że pojechał w Dolomity jeszcze przed sezonem i dzięki temu mógł wynająć kwaterę za jedyne 400 euro na tydzień.

"Ten wyjazd był tańszy niż krajowy, a powstrzymywanie się od wszystkiego w dobie kryzysu może go tylko spotęgować" - wyjaśnia Szmajdziński, który w jednym z tabloidów prezentował się na ośnieżonym stoku.

Wiceszef klubu PO Waldy Dzikowski uważa, że w takim czasie politycy mogliby przynajmniej powstrzymać się od obnoszenia się ze swoimi wyjazdami. "Polskie społeczeństwo naprawdę jest ubogie, a w dodatku obawia się tego nadciągającego kryzysu" - twierdzi Dzikowski.