Nad przebiegiem wczorajszego wielogodzinnego posiedzenia rządu czuwał minister Michał Boni. "Trzymał w ręku ustawę budżetową i po kolei analizowaliśmy, co można jeszcze obciąć" - mówi jeden z naszych rozmówców z rządu. Obok niego siedzieli minister finansów Jacek Rostowski i jego zastępczyni Elżbieta Suchocka-Roguska. To właśnie oni przedstawili po południu efekty rządowego zaciskania pasa. "Nie ma możliwości, żeby to, co się dzieje w innych krajach, takich jak Niemcy, nie miało przełożenia na naszą gospodarkę" - przyznał Rostowski, tłumacząc, dlaczego trzeba ograniczać wydatki.

>>>Cud budżetowy: Tusk znalazł 20 miliardów

Minister poinformował, że rząd planuje zaoszczędzić prawie 20 mld zł. "Wprowadzamy cięcia teraz, abyśmy nie musieli robić dwa razy większych oszczędności w drugiej połowie roku" - mówił.

Rząd nie będzie ograniczać wydatków na emerytury, renty czy pensje. Nie zamierza też zwiększać deficytu budżetowego, czego domagają się opozycja i część ekonomistów, bo chce trzymać się planu wprowadzenia euro. Jest jeszcze jeden powód - obsługa długu zagranicznego będzie kosztowała w tym roku 155 mld zł. A to oznacza, że na taką kwotę Skarb Państwa musi sprzedać obligacje. "Gdybyśmy zwiększyli deficyt, bylibyśmy niewiarygodni i musielibyśmy drożej je sprzedawać" - wyjaśniał Rostowski.

Rząd wymyślił więc, że 9,7 mld zł ma dać na autostrady Krajowy Fundusz Drogowy. Skąd je weźmie? Pożyczy. Rząd chce, by sięgnął po pieniądze z zagranicy. Jak wyjaśniał Boni, nowelizacja ustawy o KFD ma pozwolić na zaciąganie pożyczek w międzynarodowych instytucjach finansowych, takich jak Europejski Bank Inwestycyjny, i na emitowanie obligacji. Z tych pieniędzy sfinansowana zostanie budowa dróg. "To model, który chcemy szybko przygotować, on jest stosowany w UE" - uzasadniał minister.

Ten właśnie pomysł pozwoli rządowi na utrzymanie deficytu w ryzach, bo to nie budżet będzie pożyczać pieniądze. Krajowy Fundusz Drogowy istnieje przy Banku Gospodarstwa Krajowego i jest finansowany m.in. z akcyzy na paliwo. Szczegóły projektu były trzymane od kilku dni w głębokiej tajemnicy. Do tego stopnia, że urzędnicy resortu infrastruktury, który ma na tym skorzystać, wczoraj odsyłali po szczegóły do Rostowskiego i Boniego.

Premier Donald Tusk przyznał, że w ostatnich dniach emocji nie brakowało. "W niektórych resortach ta praca wymagała szczególnej determinacji. Ale wszyscy wywiązali się ze swoich zobowiązań" - podkreślał. I jak wynika z naszych informacji, na posiedzeniu rządu podziękował za to członkom swojego gabinetu.

"W zasadzie wszystko już było ustalone w piątek i sobotę" - mówi jeden z ministrów. Część cięć to wydatki administracyjne w resortach: od spinaczy po nowe samochody czy etaty. Ale rząd musiał sięgnąć dużo głębiej. I tak np. obciął pieniądze na przygotowanie szkół do przyjęcia sześciolatków do pierwszych klas, na czym chce zyskać ponad 300 mln zł. Ministerstwo Pracy odłożyło program zastąpienia dużych domów dziecka małymi. Resort zdrowia ograniczył inwestycje w szpitalach i klinikach o 154 mln zł, a finansowanie przeszczepów nerek i szpiku przekazał do NFZ. MSWiA ma oszczędzić ponad 1,2 mld, m.in. na rezygnacji z zakupu nowych radiowozów.

>>>Oto oszczędności ministrów

Największych cięć dokonano w MON. Na blisko 2 mld zł. Do ostatniej chwili nie było jednak wiadomo, ile ostatecznie uda się zaoszczędzić na wojsku. Tusk zapowiadał w poniedziałek, że musi jeszcze „docisnąć imadło w MON”.

Dlatego minister obrony Bogdan Klich stawił się wczoraj w kancelarii premiera już przed godz. 9. Rozmowa z szefem rządu trwała znacznie dłużej, niż planowano. Po niej Klich udał się na opóźnione posiedzenie Rady Ministrów. "Ale nie był blady. Raczej rumiany" - twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Jak przebiegało spotkanie szefa MON z premierem? "Rozmowa była trudna. Klich myślał, że może uda mu się taniej wyjść z tych cięć. Obstawał, że już nie może więcej. Ale nie miał wyjścia i musiał ustąpić" - opowiada polityk PO. Jeden z członków rządu ze zrozumieniem komentuje postawę ministra obrony: "Klich musi brać pod uwagę skutki tych cięć. To nie wynika z jego uporu, tylko że jakby się jeszcze cofnął, to od razu położy ze trzy fabryki zbrojeniowe."

Donald Tusk przeciął wczoraj spekulacje o możliwej dymisji Klicha. "To dobry zawodnik. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby go dymisjonować" - przekonywał.