Zapowiadając poszukiwanie oszczędności premier zapewniał, że "cięcia budżetowe nie będą dotykać ludzi". Także minister zdrowia Ewa Kopacz deklarowała, że "nie zetnie złotówki z tego, co się należy pacjentom".

Ile warte były te słowa okazało się już we wtorek po posiedzeniu rządu. Ministerstwu zdrowia z budżetu 4,6 mld ścięto 392 mln. W tym 52 mln zaoszczędzono wykreślając z niego tzw. procedury wysokospecjalistyczne.

To najdroższe i najbardziej skomplikowane zabiegi medyczne, jak przeszczepy, dializy, leczenie rzadkich chorób. Oczywiście, jest to leczenie ratujące życie i nie można z niego całkowicie zrezygnować. Zabiegi odbędą się normalnie, ale zamiast ministerstwa ma zapłacić za nie NFZ.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Bo skąd NFZ weźmie na to pieniądze? Z puli, którą miał przeznaczyć na rozładowanie kolejek w szpitalach, na rozwój badań i lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. W tym roku NFZ wyda na to 50 mld zł. Dużo, ale pieniędzy i tak ciągle brakuje.

Jeśli więc dodatkowo NFZ będzie musiał wyręczyć ministerstwo i zapłacić za przeszczepy czy dializy, mniej mu zostanie na leczenie każdego z nas.