Jak ujawniliśmy, od połowy toku to nie Ministerstwo Zdrowia, a NFZ ma finansować przeszczepy: nerek, trzustki i szpiku. To pozwoli ministerstwu zaoszczędzić 52 mln zł. Minister zdrowia Ewa Kopacz zapewniła wczoraj, że "jeśli tylko znajdą się dawcy, każdy przeszczep będzie zapłacony".

Transplantolodzy obawiają się jednak, że NFZ będzie płacić za przeszczepy mniej niż ministerstwo i w efekcie transplantologię czeka kolejna zapaść. Skąd ich pesymizm? Prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii, przypomina, że kilka lat temu w podobny sposób ministerstwo zrezygnowało z płacenia za leczenie chorych po transplantacjach. "Zaczęły się nasze przepychanki z NFZ w rodzaju: czy jeśli pacjent jest z innego województwa niż szpital, gdzie odbył się przeszczep, to który oddział NFZ ma zapłacić? W efekcie jakość opieki nad tymi pacjentami pogorszyła się" - mówi prof. Jędrzejczak. Ma żal, że transplantolodzy wciąż nie dostali żadnej oficjalnej informacji w tej sprawie. "Nawet nie mamy się od czego odwołać. Nikt wcześniej nie zapytał nas, konsultantów, co sądzimy. Wciąż nie wiemy, jak przeszczepy będą rozliczane, czy pieniędzy będzie mniej, czy nie. Trudno, bym osobiście dzwonił do pani minister i dopytywał" - dodaje prof. Jędrzejczak.

Podobne głosy dochodzą z całego kraju. "Domagamy się rezygnacji z tego pomysłu. Jeśli nie będzie dobrego finansowania, m.in. utrzymania w gotowości zespołów transplantacyjnych przez całą dobę, transplantologia zacznie upadać" - przekonuje prof. Lech Cierpka, transplantolog Śląskiej Akademii Medycznej.

Prof. Piotr Kaliciński, przewodniczący Krajowej Rady Transplantacyjnej, napisał już list do Ministerstwa Zdrowia. Domaga się uwzględnienia transplantologów w dalszych dyskusjach o finansowaniu przeszczepów. "Jeśli nie, będziemy głośno protestować" - zapowiada.