"Z materiałów naszego wywiadu wiemy, jakie są nazwiska tych złoczyńców, nawet wiemy czym się zajmują ich bracia. (...) Polski wywiad, aż zdumiewająco dokładnie opisał przywództwo tej bandy, opisał nawet ich krewnych, gdzie oni są rozmieszczeni, a nawet ich przyjaciół" - powiedział dziś w Sejmie Andrzej Czuma.

Poinformował też, że na razie nie może ujawnić nazwisk porywaczy, ponieważ nie uzyskały one klauzuli jawności. "Z tego, co wiem, oczywiście nie mogę mówić nazwisk, dopóki nie będą odtajnione, przez stosowną władzę, czyli prokuratora, albo kogoś, kto jest władny to zrobić, wtedy będziemy ujawniać" - zaznaczył Czuma.

"MSZ działał bardzo energicznie, był cały czas w kontakcie z władzami Pakistanu, a to jaka była energia działań służb pakistańskich to zupełnie inna sprawa" - dodaje Czuma. "Struktura rządu Pakistanu - to jest przyczyna tego stanu bezwładu. Władza pakistańska sprzyja tym bandytom" - powiedział szef resortu sprawiedliwości.

Pytany przez dziennikarzy, czy sugeruje w ten sposób, że pakistańskie służby są uwikłane w kontakty z zabójcami Polaka odpowiedział, że nie jest w stanie tego dokładnie powiedzieć.

Zdaniem polityków, słowa Andrzeja Czumy mogą niepotrzebie podgrzać atmosferę i utrudnić śledztwo w sprawie porwania i śmierci Polaka.

"Jeżeli to polski wywiad zdobył nazwiska porywaczy, to wystarczyło kiwnąć palcem, by odbić z ich rąk polskiego inżyniera" - mówi Jerzy Dziewulski były szef antyterrorystów. W jego ocenie jednak bardziej prawdopodobne jest, że informacje dotyczące morderców zdobył wywiad pakistański i przekazał je polskim służbom. "Taki gest należy interpretować na dwa sposoby. Była to nieformalna zachęta pakistańskiej administracji do "cichej" akcji polskich specsłużb. Bądź też Pakistańczycy, oczekiwali zapłaty za akcję, którą sami zorganizują" - wyjaśnia Dziewulski.

"Z całą sympatią dla pana ministra, powinien on ważyć słowa jakie wypowiada. Skoro znamy nazwę ugrupowania, to ustalenie kto za tym stoi, nie jest takie trudne. Pytanie tylko, co z taką wiedzą zrobić. Biec do mediów? Raczej zły pomysł" - ocenia słowa ministra Zbigniew Wassermann.

"Nazwiska porywaczy polskiemu rządowi przekazały zapewne pakistańskie służby wywiadowcze. Podejrzewam, że te same, które negocjowały w sprawie uwolnienia Polaka. Nie sądzę by ta wiedza mogła w istotny sposób zapobiec tragedii" - mówi DZIENNIKOWI Janusz Zemke z SLD członek sejmowej komisji ds służb specjalnych.

Dlaczego, znając nazwiska, strona polska i rząd pakistański nie doprowadziły do ujęcia porywaczy? Działania w pakistańskim terenie nie są takie proste jak w Polsce. "Jeśli nazwiska zostały ustalone, to jest to duży sukces. Prawdopodobnie dostaliśmy te informacje od wywiadu pakistańskiego. Jednak nie udało się odbić Polaka. To świadczy o tym, że byliśmy naprawdę blisko, ale równocześnie bardzo daleko" - mówi w TVN24 Gromosław Czempiński, były dowódca GROM.

Słowa Czumy mogą mieć teraz zły wpływ na dalszy przebieg śledztwa w sprawie porwania i zamordowania Polaka - jeśli dotrą do Pakistanu, mogą spłoszyć porywaczy, którzy nie wrócą już do swoich rodzin i domów.

>>>Czuma zapomniał, że milczenie jest złotem

Piotr Stańczak, inżynier Geofizyki Kraków, został porwany we wrześniu ubiegłego roku w Pakistanie. Dziś minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oficjalnie potwierdził, że Polak został ścięty przez porywaczy.