"Drastycznie powiększyły się dysproporcje między zarobkami kobiet i mężczyzn, kobiety mają utrudniony dostęp do karier zawodowych, ciągle są ofiarami wielu przestępstw w tym przemocy i molestowania seksualnego" - napisały polskie feministki w liście do KE.

Wymieniają następne zarzuty: brak niezależnego urzędu do spraw równości kobiet i mężczyzn, brak ustawy o równym traktowaniu oraz nierealizowanie unijnych dyrektyw zapobiegających dyskryminacji.

Chodzi m.in o dyrektywę wprowadzającą w życie zasady równego traktowania mężczyzn i kobiet w pracy, kształceniu i awansie zawodowym. Autorzy listu zwracają uwagę na fakt, iż termin wdrożenia tej i innych podobnych dyrektyw dawno już minął.

>>>Minister od równości pod ostrzałem

Podpisane pod listem organizacje zarzucają także rządowi, że nie powołał niezależnego urzędu do spraw równości kobiet i mężczyzn i wciąż nie przyjął ustawy o równym traktowaniu. Skarżą się też na pracę pełnomocnika rządu ds. równego traktowania Elżbiety Radziszewskiej.

"Pani minister wybiera sobie obszary, które uważa za dyskryminację i którym chce przeciwdziałać. My za mniejsze pieniądze w mniejszym zespole robimy więcej i lepiej monitorujemy równość płci" - uważa prezes fundacji Feminoteka Joanna Piotrowska.

>>>SLD: Za co Radziszewska bierze pieniądze?

List powstał z inicjatywy fundacji Feminoteka, a podpisały się pod nim m.in. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Porozumienie Kobiet 8. Marca, Fundacja MaMa, Obywatelskie Forum Kobiet, Kampania Przeciw Homofobii, Centrum Praw Kobiet, Polskie Stowarzyszenie Edukacji Prawnej i Stowarzyszenie Same o Sobie.