W ostatnich tygodniach biznesmen z przeszłością w służbach specjalnych skontaktował się ze swoimi znajomymi, którzy mają wpływy w afgańskich resortach siłowych. Pytał, czy jest szansa na wyciągnięcie polskiego geologa z talibskiej niewoli. "Pytałem w swoim imieniu, bo nikt z władz w Warszawie nie prosił mnie o pomoc" - opowiada. Afgańczycy obiecali, że sprawdzą, jak przedstawia się sytuacja. To znaczy, czy można skontaktować się z talibami, czy w grę wchodzi okup i kto go może dostarczyć, a w końcu, czy z Afganistanu można poprowadzić operację, która doprowadzi do oswobodzenia geologa.

>>>Andrzej Talaga: Jak dopaść porywaczy? Zlecić ich zabicie

Kilka dni temu z Kabulu przyszła odpowiedź: po pierwsze ze strony polskich tajnych służb nie było dużej aktywności w tej sprawie, po drugie sytuacja jest prawie beznadziejna i wszystko wskazuje na to, że Polak przetrzymywany na pograniczu pakistańsko-afgańskim wkrótce zginie. Skąd ten czarny scenariusz? Afgańskie źródła wskazały na porwanie Johna Soleckiego, Amerykanina, który kierował filią Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) w Quetcie, w Pakistanie. Talibowie z afgańsko-pakistańskiego pogranicza porwali Soleckiego 2 lutego. "Od tego momentu Amerykanin stał się najważniejszy dla porywaczy. A Polak ma zginąć na dowód, że talibowie są zdeterminowani. Tym bardziej że porywacze chcą negocjować o wysoką stawkę.

Zdaniem afgańskich urzędników, tym razem nie chodzi o okup czy uwolnienie więźniów, ale o zaprzestanie walk przez armię pakistańską z talibami - relacjonuje nasz informator.

W ostatnim czasie wojska pakistańskie ostro nękają bojowników z górskiego pogranicza. Pakistańscy generałowie i szefowie potężnego wywiadu ISI robią to niechętnie, wielu z nich wręcz sympatyzuje z ekstremistami. Jednak walczą z nimi ich w wyniku politycznej presji USA.

Teraz talibowie, mając w rękach Amerykanina, i do tego ważnego urzędnika, liczą, że uda im się wynegocjować choćby częściowe wycofanie się armii z kontrolowanych przez nich terenów albo przynajmniej ograniczenie działań bojowych.

>>>Sikorski: Porywacze wciąż stawiają żądania

Nasz informator mówi: "Wygląda na to, że nasze władze popełniły błąd. Skupiły się na dyplomatycznych rozmowach w Islamabadzie. Tymczasem realny wpływ na to, co się dzieje na pograniczu afgańsko-pakistańskim, mają wojskowi i ludzie ze służb specjalnych. Stawiam tezę, że od początku wiedzieli, gdzie jest geolog. Tyle że nie zależało im na jego uwolnieniu. Tak więc jedyna realna droga wiodła przez Afganistan. Z jednej strony mamy tam swoje wojska i jesteśmy dla talibów agresorami. Z drugiej strony były możliwości zorganizowania operacji uwolnienia Polaka. Nie musieliśmy robić tego sami. Wystarczyło stworzyć łańcuszek pośredników, którzy skontaktują się z porywaczami. Spróbować wynegocjować okup. A jeśli nie będzie innego wyjścia, po ustaleniu miejsca pobytu więźnia, spróbować go odbić. Tym bardziej że nasze wojska znajdują się ok. 150 kilometrów od miejsca, gdzie trzymano geologa, co potwierdził zresztą minister Jacek Cichocki.

Polak zginął, ale zdaniem naszego źródła polskie władze nie mogą poprzestać na próbach wydostania jego ciała: "Konieczna jest operacja odwetowa. Nieważne czy zorganizowana przez polskie służby, czy tylko przez nie opłacona. Ekstremiści muszą wiedzieć, że zamordowanie Polaka czeka ich bezwzględna kara."