Krzysztof Czuma, który odbierał dziś telefon ojca, odniósł się do zarzutów postawionych Andrzejowi Czumie. "Ojciec, prowadząc swoją firmę <Czuma Radio Show>, odnotowywał zarówno okresy prosperity, jak i momenty biedy, kiedy interes zwyczajnie mu nie szedł. Wiem, że czasami ojciec musiał brać kredyty, by mieć na wypłaty dla pracowników" - tłumaczy Krzysztof Czuma.

"Dlatego zakładam, że faktycznie mógł mieć okresowe problemy ze spłatą kart kredytowych, ale tylko ze względu na kłopoty finansowe w prowadzeniu własnej firmy. Ale na pewno tego nie wiem" - zastrzega syn ministra.

>>>Minister sprawiedliwości ścigany za długi

Krzysztof Czuma ostro dementuje historię opisaną przez Mieczysława Klasa z Illinois, który twierdził, że Andrzej Czuma zwlekał mu z oddaniem mu ośmiu tysięcy dolarów.

"Klasa był pośrednikiem w sprzedaży nieruchomości. Sprzedał nam dom, ale nas oszukał, bowiem nie ujawnił nam, że piec, którym ogrzewano cały dom, jest po prostu zepsuty. Ojciec umówił się więc z Klasą, że jego prowizję przeznaczy na szybkie kupno nowego pieca, a sumę prowizji będzie mu spłacać w ratach po 150 dolarów, bo inaczej nie było nas stać, a bez ogrzewania nie mogliśmy żyć w tym domu. Pośrednik się zgodził. Ale po jakimś czasie podał mojego ojca do sądu, żeby ten od razu zapłacił mu prowizję. Sąd jednak podtrzymał umowę o ratach po 150 dolarów miesięcznie, a pieniądze te zgodnie z wyrokiem sądu ojciec miał przekazywać adwokatowi Mieczysława Klasy" - relacjonuje Krzysztof Czuma.

Syn ministra zdecydowanie twierdzi, że on i jego ojciec mają dokumenty, w tym wyroki sądowe, które obalają tezy w tekście tygodnika "Polityka". "Poza tym, mój ojciec nigdy nie został o nic oskarżony. Te procesy, o których wspomina tygodnik, toczyły się z powództwa cywilnego" - dodaje Krzysztof Czuma.