Premier nie ma wątpliwości, że podległe mu służby dołożyły wszelkich ponadstandardowych starań, aby uwolnić Polaka. Wczoraj Donald Tusk po kilku dniach milczenia wystąpił na wspólnej konferencji prasowej z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim oraz odpowiedzialnym za służby Jackiem Cichockim.

Sikorski poinformował, że jego ministerstwo wyznaczyło nagrodę miliona złotych za informacje, które mogą pomóc w doprowadzeniu winnych morderstwa przed wymiar sprawiedliwości. Przedstawiciele rządu ujawnili także, że weryfikują informacje, iż porwany Polak dwa dni przed uprowadzeniem został ostrzeżony o zagrożeniu przez pakistańskie władze.

Wystąpienie Tuska i jego ministrów poprzedziła nocna narada, która odbyła się w kancelarii premiera. Stawili się na niej najważniejsi współpracownicy Tuska. "Premier był wyraźnie zirytowany postępowaniem ministra Sikorskiego, który unikał publicznych wystąpień i udzielania informacji o tragedii" - relacjonuje DZIENNIKOWI prominentny polityk PO.

Wątpliwości wokół aktywności naszych służb ma wyjaśnić śledztwo prowadzone od wczoraj przez prokuratorów z Warszawy.

Nowe światło na wydarzenia rzuca relacja Szaha Abdula Aziza, byłego posła do pakistańskiego parlamentu, który negocjował uwolnienie polskiego geologa. Twierdzi on, że był pośrednikiem między talibami a pakistańskim rządem i widywał się z porwanym, częstował go nawet papierosami. "Próbowałem go uwolnić. Talibowie dawali mu 60 proc. szans na przeżycie" - mówi Abdul Aziz w rozmowie z DZIENNIKIEM. Nie wzbudziło to jego zdaniem zainteresowania ani polskich dyplomatów z Islamabadu, ani polskich służb, których próbował zainteresować losem Polaka. "Nikt z polskiego rządu ani wywiadu nie kontaktował się ze mną" - mówi DZIENNIKOWI Abdul Aziz.

Co na to premier Tusk? "Nie przywiązujcie wagi do osób, które mówią, że mogły pomóc, ale nie zrobiły tego, bo rzekomo ktoś ich nie traktował poważnie. Czołowi politycy Pakistanu, od prezydenta, premiera, po wojskowych, nie mieli wątpliwości, jak bardzo nam zależy na odnalezieniu Polaka" - bagatelizował poirytowany szef rządu, a minister Sikorski dodał, że wysiłki Polaków wspierali dyplomaci z Unii Europejskiej.