Żelichowski podkreślił, że w gabinetach ministrów miało pracować po około pięć osób, i jedna przy każdym wiceministrze. Ale "to poszło już w takie rozmiary, że niektórzy, z tego co słyszę, mają po 15 osób. To da spore oszczędności w skali państwa, dużo większe niż w przypadku likwidacji subwencji dla partii politycznych" - ocenił.

Poseł zwraca uwagę, że ludzie pracujący w gabinetach politycznych teoretycznie mieli wspierać merytorycznie swojego szefa, jednak - jak zaznaczył - najczęściej pracują w nich bardzo młodzi ludzie, "którzy noszą teczki za ministrem".

Czy ten pomysł spodoba się Platformie? "Jesteśmy koalicją, powinniśmy wychodzić ze wspólnymi projektami" - powiedział w środę wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak PAP. Jak dodał, potrzebne są rozmowy koalicji w tej sprawie.

Zdaniem wiceszefa Platformy Waldy Dzikowskiego, jego partia jest skłonna rozmawiać z PSL o ich propozycjach. "Możemy rozmawiać, dyskutować, byleby były to racjonalne oszczędności, a nie zwykły gest PR-owski" - zaznaczył.

Żelichowski ocenił, że pomysł ludowców jest lepszy niż proponowane przez PO zawieszenie (od kwietnia 2009 roku do końca 2010 roku) wypłacania partiom politycznym subwencji budżetowych. Według PO taki krok pozwoliłby zaoszczędzić ok. 200 mln złotych.

"Znaleźliśmy lepszy sposób na większe oszczędności. Należy zlikwidować wszystkie gabinety polityczne. Złożymy taki projekt" - zapowiedział Żelichowski. Jego zdaniem gabinety powinny być zlikwidowane na wszystkich szczeblach władzy: od premiera do... wójta.

Według wyliczeń ludowców taka zmiana w administracji przyniosłaby rocznie ponad 460 mln zł oszczędności. Zapis o gabinetach politycznych znajduje się w ustawie o Radzie Ministrów.

Pod koniec listopada Sejm przyjął ustawę, zgodnie z którą burmistrzowie lub prezydenci miast mogą zatrudniać od trzech do maksymalnie siedmiu asystentów lub doradców. Wówczas to rozwiązanie było krytykowane przez cześć opozycji jako pozwalające de facto na tworzenie w samorządach gabinetów politycznych.