Hugo Chavez stwierdził, że nie życzy sobie, by noblista wspierał wenezuelską opozycję. "Jeśli będzie chciał wspierać opozycję, nie zostanie wpuszczony do kraju" - oznajmił we wczorajszym wywiadzie telewizyjnym Chavez.

Jeszcze w ubiegłym roku organizacje studenckie niechętne Chavezowi zaprosiły polskiego noblistę na konferencję poświęconą demokracji. Ale były przywódca związkowy nie mógł na nią przyjechać. Wenezuelskie władze stwierdziły wówczas, że nie byłyby w stanie zapewnić Wałęsie bezpieczeństwa. Według prezesa Instytutu Lecha Wałęsy Piotra Gulczyńskiego sformułowanie to stanowiło sygnał, że były prezydent to w Wenezueli persona non grata.

Podczas wczorajszego wywiadu telewizyjnego z Hugo Chavezem dziennikarz prowadzący zasugerował, że zaproszenie dla Wałęsy zostało ponowione. Najwidoczniej na marne. "Naszym obowiązkiem jest domagać się szacunku dla Wenezueli" - powiedział Chavez. "On (Wałęsa - red.) może sobie opowiadać co chce i gdzie chce, ale nie u nas. Nie w Wenezueli" - dodał.

Prezydent Wenezueli zareagował w ten sposób na niedawną wypowiedź Lecha Wałęsy, o tym, że wszelkie próby budowania socjalizmu są skazane na porażkę. Oprócz tego populistyczny przywódca karaibskiego kraju obawia się, że wizyta polskiego noblisty może wzmocnić opozycję w momencie najmniej dla niego korzystnym. 15 lutego odbędzie się zainicjowane przez Chaveza referendum dotyczące poprawek konstytucyjnych. Znoszą one kadencyjność urzędu prezydenta. Na razie zwolennicy i przeciwnicy zmian mogą liczyć na bardzo zbliżone poparcie.