Dochody z prywatyzacji mają zasilić budżet państwa, który już nadszarpnął kryzys finansowy - chodzi o 12 mld złotych. "Gazeta Wyborcza" pisze, że w tym i przyszłym roku większość pieniędzy z prywatyzacji ma pochodzić ze sprzedaży trzech firm energetycznych: Tauronu, Enei i Energi.

Planem, by sprzedawać państwowe spółki taniej, oburzone są opozycja i związki zawodowe. Zwłaszcza sprzedaż spółek energetycznych budzi ogromne emocje. To ostatni ważny sektor gospodarki kontrolowany przez państwo. Zdaniem opozycji firmy energetyczne osiągają zyski, nie ma przymusu prywatyzowania ich teraz, gdy inwestorzy kupią je znacznie taniej.

Parlament nie może jednak zablokować prywatyzacji, bo decyduje o tym rząd. Dużo trudniejszą przeprawę minister Grad będzie miał ze związkami w prywatyzowanych firmach - zapowiada "Wyborcza". Według związkowców prywatyzacja teraz, w czasach kryzysu, to po prostu zdrada.