Dziennik.plPolityka

Środa, 15 lutego 2012

Imieniny: Faustyna, Jowity, Georginy

"Sprawą Rokity powinien zająć się Sejm"

2009-02-12 | Ostatnia aktualizacja: 20:52 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Sprawą Rokity powinien się zainteresować parlament, bo chodzi o parlamentarzystę" - uważa poseł PiS Joachim Brudziński. Były polityk Platformy Obywatelskiej został wyprowadzony w kajdankach z samolotu Lufthansy po awanturze ze stewardesą. Rokita twierdzi, że został sprowokowany.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Nie ma powodu, żeby uważać rewelacje małżeństwa Rokitów za nieprawdziwe. Państwo polskie powinno w tej sprawie zadać pytania, bo chodzi o polskiego parlamentarzystę" - powiedział Joachim Brudziński w radiu ZET.

>>> Niemcy wywlekli Rokitę z samolotu

Poseł PiS zaznaczył, że "zawsze jak Jan Rokita pojawiał się na lotnisku, to był popłoch, bo jest trudnym człowiekiem i nie chciał przechodzić przez bramki". Ale dodał zaraz: "Wykluczam, żeby pobił stewardesę".

Co się wydarzyło w samolocie?

"Mieliśmy płaszcze zimowe i kapelusze. Musieliśmy z nimi coś zrobić. Miejsca bagażowe nad naszymi fotelami były już pełne. Więc położyłem te płaszcze i kapelusze na jakimś wolnym miejscu i przypiąłem je paskami do siedzenia" - relacjonował dla DZIENNIKA zdarzenie Jan Rokita. "Nagle stewardesa z niesłychaną agresją rzuca te kapelusze na Nelly, krzyczy coś po niemiecku, otwiera nad nami te przegrody bagażowe, które są pełne, i próbuje ze złością wepchnąć tam nasze płaszcze. Płaszcz Nelly spada. Znów go podnosi. Dociska go klapą. I odchodzi".

Wtedy Rokita wstał, wyjął płaszcze i przełożył do innego, mniej zapchanego luku bagażowego. "Ta stewardesa znów podeszła do mnie, zaczęła krzyczeć, że tu ona rządzi, a nie ja, i że mam opuścić samolot. Potraktowaliśmy to jako żart" - opowiada Rokita.

Po kilkunastu minutach na pokład wkroczyli policjanci. Rozkazali Rokicie opuścić samolot. Jego żona mogła zostać. "Tłumaczyłem im, że nie opuszczę. Miałem przecież bilet, to był ostatni lot do Krakowa, była prawie północ, Nelly miała być rano w Sejmie" - relacjonuje były poseł. "Zrzucili mnie z krzesła, bardzo boleśnie zakuli w kajdany. To były jakieś koszmarne niemieckie kajdany. Nawet bezpieka miała lepsze, bardziej wygodne" -opowiada.

PC
Źródło: Dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl
    «