Do szczegółów nowej instrukcji dotarł DZIENNIK. Dowiedzieliśmy się, że Krzysztof Bondaryk wydał ją w ubiegłym tygodniu.

Początek lutego był okresem podwyższonej gotowości w polskich służbach specjalnych. W tym czasie toczyła się gra o życie polskiego geologa porwanego w Pakistanie. Jednak ABW zajmowała się też czym innym. Podczas odprawy kadry kierowniczej w ubiegły czwartek w centrali agencji, na którą do Warszawy przyjechali dyrektorzy delegatur i szefowie wydziałów, szef tej instytucji wygłosił instrukcje, jak powinni wyglądać funkcjonariusze. "Oznajmił, że od poniedziałku do czwartku trzeba przychodzić w garniturach , a w piątek dowolnie, nawet na sportowo" - relacjonuje DZIENNIKOWI oficer ABW. "Rzeczywiście instrukcje dotyczące ubioru do nas trafiły. Mamy być eleganccy" - potwierdza jeden z oficerów delegatury na południu Polski.

Krzysztof Bondaryk nakazał również okazywanie większego szacunku przełożonym. "Mamy ustępować miejsca, na przykład w windach, oraz wstawać z krzeseł, kiedy szefowie bądź wyżsi rangą oficerowie wejdą do pokoju" - mówi funkcjonariusz.

Eksperci takie zarządzenia uznają za wątpliwe. "Nakazywanie chodzenia do pracy w garniturach to absurd" - uważa Bogdan Święczkowski, szef ABW w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Generał Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa, zauważa, że za jego czasów takie zarządzenia były niepotrzebne. "Wiadomo było, że do pracy nie wolno przychodzić w niestosownym stroju. Chyba że sytuacja tego wymagała" - mówi. "I bez takich instrukcji wiadomo, jak przychodzi się do pracy. To kwestia kultury" - twierdzi z kolei Zbigniew Siemiątkowski, szef wywiadu cywilnego w rządzie Leszka Millera.

Co na to ABW? Czy to wynika z doświadczeń jej szefa, który ostatnie lata spędził, pracując w wielkiej korporacji? "Funkcjonariusze reprezentują nie tylko siebie, ale przede wszystkim urząd państwowy, jakim jest ABW. Stosowność stroju oraz kultura osobista są ważnym elementem kultury służby i przypomina się o nich cyklicznie wszystkim pracownikom" - tłumaczy mjr Katarzyna Koniecpolska Wróblewska, rzecznik ABW.

Obowiązek noszenia garnituru ćwiczyli już policjanci z największej warszawskiej komendy, tej na Mokotowie. Marynarki nosili nawet funkcjonariusze z wydziałów kryminalnych, którzy zdobywali informacje od przestępców. Aby się nie zbłaźnić, przebierali się w samochodach pod komendą. Akcja „garnitur” trwała jednak krótko. Komendant, który ją wprowadził, szybko odszedł.