Mularczyk domaga się od Niesiołowskiego przeprosin oraz wpłacenia 10 tysięcy złotych na cel charytatywny za naruszenie dobrego imienia. Poseł PO miałby wygłosić słowa, że "nieuprawniona jest również ocena, zgodnie z którą pan Mularczyk swoimi działaniami skompromitował się jako adwokat, jako polityk i jako człowiek".

Chodzi o sprawę z maja 2007 roku. Arkadiusz Mularczyk zapoznał się wówczas w IPN z aktami służb specjalnych PRL dotyczącymi dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Potem w trakcie badania konstytucyjności ustawy lustracyjnej oświadczył przed TK, że sędziowie Adam Jamróz i Marian Grzybowski byli zarejestrowani jako źródła informacji wywiadu PRL.

"Pan Mularczyk oszkalował niewinnych ludzi, zwłaszcza pana Jamroza, lekko rzucając na nich ciężkie podejrzenie; PiS chciało wtedy odsunąć decyzję TK" - zeznał Niesiołowski. Jego działanie nazwał "metodą lustracyjnych szaleńców".

"Godzę się na krytykę, ale nie mogę się pogodzić z nieprawdziwym przedstawianiem faktów przez Niesiołowskiego" - mówił sądowi Mularczyk. Podkreślał, że działał "w granicach prawa i w interesie publicznym".

Sąd dopytywał o możliwość mediacji. "Byłbym skłonny do ugody, ale pan marszałek znów ostatnio podważał w mediach moją wiarygodność, a zatem nie widzę takiej możliwości" - powiedział Mularczyk. Zarzucił Niesiołowskiemu, że obraził go na korytarzu sądowym.

Niesiołowski w rozmowie z dziennikarzami nazwał Mularczyka "pieniaczem". On także wykluczył ugodę.