Tomasz Kuzia: Po co Donald Tusk miałby rozmawiać z Lechem Kaczyńskim o reaktywacji PO-PiS?
Marek Migalski*: Nie do końca wierzę w te doniesienia. Z prostego powodu. Nie widzę interesu, jaki miałby Donald Tusk i PO w tworzeniu koalicji z PiS. Oni ciągle są panami sytuacji. PO jest partią rządzącą i niepodzielnie panuje w sondażach, a Tusk ma największe szanse na wybór na stanowisko prezydenta w 2010 roku. Normalna, regularna koalicja z PiS-em odstręczyłaby od PO dużą część wyborców, którzy zagłosowali na tę partię, żeby odsunąć PiS od władzy. Taka koalicja mogłoby wzmocnić Lewicę, i to natychmiast. I wzmocniłaby PiS, bo udowodniłaby, że oskarżenia wysuwane pod adresem tej partii były bezzasadne. No bo jak można tworzyć rząd "z ksenofobiczną prawicą, zamordystami i securitate". Bardziej wierzę już w jakiś nieformalny pakt. Jakieś krótkotrwałe porozumienie, którego celem jest pokonanie kryzysu. To jest możliwe.

W takim razie może nie jest to gra do końca na serio?
Oczywiście, że to jest możliwe, ale i tu jest kilka "ale". To mogła być zagrywka pod publiczkę, która ma pokazać premiera jako osobę myślącą w kategoriach dobra publicznego. Taką jak Churchill i Roosevelt. Oni musieli porozumieć się ze Stalinem, żeby pokonać Hitlera, więc Tusk porozumie się z PiS, żeby pokonać kryzys. Tyle że w tej sytuacji części wyborców PO także może dojść do wniosku, że ten PiS nie jest taki straszny.

Może chodzi o to, żeby oskarżyć drugą stronę, że nie chce PO-PiS-u?
Jeśli tak było, to trzeba przyznać, że prezydent był szybszy i sprytniejszy, puszczając dwa dni wcześniej w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" komunikat o tym, że należy się zjednoczyć dla dobra Polski w walce z kryzysem. Mowa była jednak o nieformalnym porozumieniu, a nie rządowej koalicji. Przecież takiej koalicji nie można robić z wrogiem. PO i PiS to nie SPD i CDU. Nasze partie są mocno skłócone, niemieckie mimo wszystko się szanują.

A jak wytłumaczyć rozbieżność, że ponad 60 procent Polaków chce współpracy PO i PiS, jednocześnie nie wierząc w możliwość takiej kooperacji?
To wcale nie jest rozbieżność. Ja bardzo bym chciał, żeby Cindy Crawford spędziła ze mną weekend na Karaibach, ale całkowicie w to nie wierzę. Tak samo Polacy chcieliby współpracy PO i PiS, ale w nią nie wierzą. Poza tym powtórzę: Polacy co najwyżej chcą współpracy, ale nie chcą rządów PO-PiS.

Rzeczywiście. W tym sondażu takich rządów chce tylko 31 procent pytanych.
Bo wyborcy PO nie chcą PO-PiS-u. Boją się kryzysu, ale boją się też powrotu PiS do władzy.

*Marek Migalski, politolog, wykładowca, komentator polityczny