Dlatego tak cenna w pracy reportera jest formuła "off the record". Niestety często zdarza się, że polityk, który w nieoficjalnej rozmowie z dziennikarzem mówi więcej, niż może powiedzieć pod nazwiskiem, chwilę później oficjalnie dementuje własne informacje.

Skrajnym przypadkiem była rozmowa Bogdana Klicha z Moniką Olejnik sprzed kilku tygodni. Minister obrony, będąc przekonanym, że rozmawia poza anteną, zdradził publicystce kulisy swojego spotkania z premierem. Kilkadziesiąt minut później nie potwierdzał rewelacji, że machał Donaldowi Tuskowi przed oczyma dymisją. "Nie potwierdzam, nie zaprzeczam" - kwitował wszelkie pytania.

Kiedy słyszę, w jaki sposób politycy dementują niektóre informacje, nie mogę się nadziwić ich słownym ekwilibrystykom. Jak zaprzeczyć, żeby de facto nie zaprzeczyć, ale też nie potwierdzić. Zaprzecza, nie zaprzecza? - zastanawiamy się więc często, interpretując wypowiedzi polityków.

Dziś premier ułatwił nam zadanie - po porannych dementi współpracowników po publikacji DZIENNIKA o rozmowie z prezydentem podczas lotu z Brukseli potwierdził: "Prawdą jest, że w trakcie powrotu z Brukseli powiedziałem prezydentowi, że liczę na aktywność jego oraz PiS".

Wcześniej oficjalna wersja głosiła, że premier podczas tego lotu spał.