ANNA GIELEWSKA: Publicznie żartował pan wczoraj z prezydenta, że podczas rozmowy z premierem pomylił podpis z PO - PiS-em.
PAWEŁ GRAŚ
: Przecież można pomylić podpis z popisem. To tylko jedna literka. To był żart, ale na szczęście i pan premier, i pan prezydent mają poczucie humoru.

A ustalenia między nimi podczas lotu z Brukseli, o których napisaliśmy, też były emanacją poczucia humoru?
A to już proszę pytać uczestników rozmowy. Ja nie mam wiedzy na ten temat.

To na jakiej podstawie pan dementował te informacje?
Bo wydaje się to pomysł zgoła nierealny i abstrakcyjny.

Także po wypowiedziach premiera i prezydenta na ten temat?
To oni są skarbnikiem wiedzy, którą powzięli podczas rozmowy.

>>> Dowiedz się więcej o rozmowie prezydenta z premierem

Czyli pana słowa były dementi z założenia?
Każdy w PO ma swoje poglądy.

Swoje poglądy ma też chyba minister Rafał Grupiński. Rano w radiu mówił, że piszemy o fikcji fabularnej i mylimy Donalda Tuska z Łukaszem Tuskiem.
Proszę pytać ministra Grupińskiego.

I nie widzi pan problemu w tym, że rano pojawia się informacja, którą wszyscy dementują, a potem wychodzi premier i mówi, że to prawda? Może szwankuje komunikacja w PO?
Nie szwankuje nic z komunikacją w PO. Wiedzę o spotkaniu mają tylko dwie osoby. Pan prezydent i pan premier nie mają obowiązku się nią dzielić.

Ale przecież politycy Platformy nie mówili: nie wiem, to była rozmowa w cztery oczy. Twierdzili, że napisaliśmy nieprawdę.
Ja tę informację zilustrowałem żartem. Nie widzę problemu. Platforma nie uderza w żadne media.

A po wysłuchaniu wypowiedzi premiera i prezydenta, jakie wyciągnął pan wnioski? Co wynika z ich rozmowy w drodze powrotnej z Brukseli? Premier przyznał przecież, że zaproponował współpracę prezydentowi.
Rozmowa niewątpliwie się odbyła. A o wnioskach trudno mówić. Rząd mówi swoje, prezydent swoje, i tak już pewnie pozostanie.