Prezes IPN Janusz Kurtyka przekonywał, że odmowa ma charakter prawny, bo to ustawa o IPN głosi, iż byli tajni współpracownicy służb PRL nie mogą uzyskać dostępu do dokumentów "powstałych przy ich udziale w ramach czynności wykonywanych w związku z ich pracą w organach bezpieczeństwa".

>>> Dla IPN Wałęsa to tajny agent

Nie wiadomo, jakich dokumentów dotyczyła odmowa. Według "Rzeczpospolitej" IPN odmówił udostępnienia Wałęsie jego akt SB z lat 1970 - 1976, gdy - jak uznaje Instytut - Wałęsa był zarejestrowany jako tajny współpracownik o pseudonimie Bolek.

>>> Przeczytaj, co o Wałęsie mówi były esbek

O dostęp do tych akt Wałęsa bezskutecznie stara się od dwóch lat. Nie chodzi o wszystkie dokumenty z tego okresu, lecz tylko o te, które osobiście napisał Wałęsa, lub takie, które powstały w wyniku jego donosów ustnych. IPN odmawia też Wałęsie odtajnienia nazwisk innych tajnych współpracowników kryjących się pod pseudonimami. Tego również w przypadku byłych TW zakazuje prawo.

IPN opiera swe decyzje co do Wałęsy m.in. o badania Cenckiewicza i Gontarczyka opublikowane latem zeszłego roku w książce "SB a Lech Wałęsa - przyczynek do biografii". W listopadzie zeszłego roku okazało się, że - wbrew temu co napisali autorzy, a wcześniej przyjął Sąd Lustracyjny - żyje jeszcze oficer SB Edward Graczyk, który miał zwerbować Wałęsę i obecnie temu zaprzecza.

Prezes Kurtyka powiedział dziś, że nie ma przeszkód, aby były prezydent dostał dokumenty z lat, gdy był traktowany przez bezpiekę jako figurant. Wałęsy nie ma w kraju. Wieczorem ma wrócić do Polski z podróży po Meksyku.