"Oni poradzą sobie i bez pomocy państwa, bo w ostateczności zamienią mieszkania na tańsze" - tłumaczy nam osoba blisko współpracująca z autorami rządowego pomysłu. "Nam natomiast chodzi o to, by pomóc tym, którzy nie zarabiają dużo, wzięli kredyt rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych na skromne mieszkanie. A do tego w wyniku kryzysu, nie z własnej winy, stracili pracę i płynność finansową. I teraz naprawdę znajdują się w sytuacji bez wyjścia".

W praktyce - jak wyjaśnia Michał Boni, minister w kancelarii premiera odpowiadający za projekt - dopłata do raty wyniesie średnio ok. 500 zł. Przy czym państwo raczej spłaci część raty, a nie całą. Pomoc będzie trwała przez rok.

>>> Dowiedz się, jak rząd chce walczyć z kryzysem

PSAVSprawa jest na razie na etapie pomysłu. Większość kwestii wciąż jest dyskutowana, więc w najbliższych dniach projekt może się zmienić. Nie jest m.in. ostatecznie przesądzona jedna z podstawowych kwestii: czy pożyczkę od państwa będzie trzeba oddać, czy będą jednak jakieś umorzenia. Donald Tusk sugerował wczoraj, że raczej nie. "Jeśli ktoś otrzyma pomoc od państwa, to będzie musiał ją oddać wtedy, kiedy odzyska pracę. I chcemy to bardzo precyzyjnie opisać, żeby nikt nie czuł się zawiedziony" - mówił premier.

Nie wiadomo też, jakie główne kryterium przyznawania pomocy zostanie przyjęte. Jak poinformowało nas Centrum Informacyjne Rządu, decydujący będzie albo metraż (mieszkanie nie może być zbyt duże), albo wysokość miesięcznych zobowiązań wobec banku (państwo nie będzie spłacać kilkutysięcznych rat, bo żaden budżet by tego nie wytrzymał).

Zbigniew Chlebowski z PO, szef sejmowej komisji finansów, w "Salonie politycznym Trójki" mówił o powierzchni 70 mkw. jako dopuszczanej. Dłużnik musiałby udokumentować utratę dochodów i odpowiednio wcześnie uprzedzić bank o swoich kłopotach finansowych.

Pozostaje jednak wiele pytań. Bo np. na powierzchni 70 mkw. może mieszkać zarówno singiel, jak i wielodzietna rodzina. Wątpliwości jest więcej. Np. rata kredytu za 35-m mieszkanie w centrum Warszawy będzie zupełnie inna niż w małej miejscowości. Czy na to pierwsze też dostaniemy pomoc? A jeśli tylko jeden małżonek stracił pracę, ale dochody drugiej osoby nie pozwalają utrzymać rodziny i udźwignąć całego kredytu, to pomoc też się należy? Jak to sprawiedliwie ocenić?

Na te pytania odpowie zespół ministra Boniego w ciągu kilku najbliższych dni. Następnie w ciągu 3-4 tygodni powstanie projekt, który trafi do Sejmu. Zbigniew Chlebowski ocenia, że pierwsze osoby mogą liczyć na spłatę rat już od kwietnia.

Rząd szacuje, że koszt takiej pomocy może wynieść ok. 300-500 mln złotych (m.in. z Funduszu Pracy), a skorzysta z niej nawet 90 tys. rodzin.