Wyrok w sprawie apelacyjnej zapadł przed gdańskim sądem okręgowym. W uzasadnieniu sędzia Katarzyna Łubkowska powiedziała m.in., że sąd niższej instancji prawidłowo ocenił powództwo Wyszkowskiego, a zasądzone dla niego 7,5 tys. zł jest odpowiednią sumą zadośćuczynienia. Wyszkowski domagał się od Wałęsy 50 tys. zł odszkodowania.

Lech Wałęsa odmówił DZIENNIKOWI komentarza w tej sprawie. Krótkie oświadczenie wygłosiła jedynie jego pełnomocnik. "Mimo że zawsze szanuję wyroki sądu, w tym wypadku uważam, że jest to błąd sądu. Moim zdaniem sąd niższej instancji nie mógł zasądzić zadośćuczynienia, jeśli nie udowodnił należycie krzywdy powoda" - powiedziała Ewelina Wolańska.

Satysfakcji z wyroku nie krył natomiast Krzysztof Wyszkowski. "Lech Wałęsa domaga się dla siebie licencji na obrażanie ludzi, a to jest niedopuszczalne w państwie prawnym" - podkreślił.

Sprawa dotyczy audycji w TVN 24 z czerwca 2005 roku, w której dyskutowano nad tym, czy Instytut Pamięci Narodowej powinien przyznać Lechowi Wałęsie status pokrzywdzonego przez aparat bezpieczeństwa PRL.

W trakcie programu Wałęsa nazwał Krzysztofa Wyszkowskiego m.in. "małpą z brzytwą", "wariatem" i "chorym debilem".