Prezydent od kilku dni zapowiadał, że w stolicy Dolnego Śląska przedstawi swoje szczegółowe stanowisko w sprawie euro. Co usłyszeliśmy?

• gdybyśmy byli teraz w korytarzu walutowym ERM2, moglibyśmy stracić wszystkie rezerwy walutowe, a do strefy euro i tak nie wejść;

• nie ma żadnych ekonomicznych przesłanek za wejściem do ERM2 w tym roku;

• w czasie kryzysu konieczne jest prowadzenie aktywnej polityki makroekonomicznej, a droga do euro to wyklucza;

• prezydent żadnymi datami wejścia do euro rzucać nie zamierza;

• rząd w sprawie euro manipuluje opinią publiczną.

>>> Tusk oficjalnie zaproszony na prezydencki szczyt

W tych wszystkich kwestiach stanowisko Rady Ministrów jest dokładnie odwrotne. Dlatego szef gabinetu premiera Sławomir Nowak zarzucił wczoraj prezydentowi niekompetencję w sprawach gospodarczych. Krytykę rządowych planów odrzucił też Donald Tusk. "Mam wrażenie, że nie do wszystkich uczestników obecnej kryzysowej sytuacji dotarło, że za politykę gospodarczą odpowiada rząd, a za monetarną - rząd z NBP i Rada Polityki Pieniężnej" - mówił premier.

Politycy PO już mówią, iż wypowiedzi głowy państwa mogą negatywnie wpłynąć na stabilność złotego. Ekonomiści jednak uspokajają. "Na polityczne spory złoty jest na szczęście odporny. Chociaż gdyby doszło do sytuacji, w której nagle premier, prezydent, prezes NBP i szefowie wszystkich partii w sprawie euro mówią jednym głosem i ogłaszają, że trzeba zmienić konstytucję, to pewnie złoty szybko by się umocnił" - mówi główny ekonomista Invest Banku Jakub Borowski.

>>> Prezydencki sposób na kryzys

Na razie jest jednak tylko jeden punkt, w którym prezydent zgadza się z rządem. To obawa, czy polskie "chcemy do euro" nie spotka się z unijnym "ale my was nie chcemy". Tyle że dla Lecha Kaczyńskiego to argument za porzuceniem planów szybkiej ścieżki do wspólnej europejskiej waluty. Dla premiera - wręcz przeciwnie. "Niech nasi krytycy nie dezawuują publicznie naszego projektu, bo mimowolnie mogą w ten sposób dać do ręki argumenty tym, którzy mówią, że Polska jest państwem drugiego gatunku" - mówił wczoraj Tusk.

Szef rządu zamiast krytyki oczekuje od prezydenta i PiS kontrpropozycji. Jaką ofertę ma druga strona? PiS odświeża pomysł referendum. "Jest świetna okazja: dwudniowe wybory do Parlamentu Europejskiego" - namawia prezes PiS Jarosław Kaczyński. Tusk referendum nie chce. Będzie wykorzystywał każdą okazję, by promować "projekt euro w 2012 r.". Właśnie dlatego zmienił swe dzisiejsze plany. Zamiast na wykład do Szkoły Głównej Handlowej uda się do Pałacu Prezydenckiego na szczyt społeczny. Pod naciskiem dziennikarzy zaprosił go tam prezydent.

Zaproszenie jest wymuszone, bo obecność Donalda Tuska na spotkaniu nie jest na rękę gospodarzowi. Udział wicepremiera Waldemara Pawlaka czy zastępującej go minister pracy Jolanty Fedak gwarantował, że temat euro nie zdominuje dyskusji o drogach wyjścia z kryzysu. Teraz to się nie uda. Premier zabierze głos zaraz po prezydencie. I po raz kolejny powtórzy zaproszenie do zjednoczenia wokół rządowego planu.

To nie będzie ostatnie w tym tygodniu starcie prezydenta z premierem. Wczoraj okazało się, że na niedzielnym nieformalnym szczycie UE do dyspozycji każdej z delegacji będzie tylko jedno krzesło. A do Brukseli, choć oddzielnie, wybierają się i Kaczyński, i Tusk.