Obserwując aktywność Glapińskiego w kuluarach szczytu społecznego, wielu dziennikarzy zadawało sobie pytanie: czy więcej czasu spędza przed kamerami, czy na obradach? Pewnie gdyby podsumować cały dzień, ostatecznie wygrałby szczyt. Ale żadna z telewizji z pewnością nie była pokrzywdzona.

W dodatku Glapiński, inaczej niż wielu innych gości prezydenta odwiedzających nas w kuluarach, miał do powiedzenia wiele ciekawych rzeczy. Chwalił prezydenta, ale i premiera. To on obwieścił przełom w stanowisku rządu w sprawie euro. On też orzekł, zestawiając wtorkowy wykład prezydenta we Wrocławiu i przemówienie premiera na szczycie, że "obaj mówią to samo".

Może więc w ramach dialogu i współdziałania w czasach kryzysu prezydent i premier powołają Adama Glapińskiego na wspólnego rzecznika obu pałaców? Można ugrać dwie pieczenie na jednym ogniu. Raz - Tusk i Kaczyński pokażą, że na dobre zakopali topory wojenne. A dwa - będzie tanie państwo.

W końcu Glapińskiemu wciąż jeszcze płaci Polkomtel, więc pracuje społecznie. A Grasiowi i Kamińskiemu - trzeba płacić.