Inicjatywę promował Radosław Sikorski podczas poniedziałkowego spotkania w Brukseli szefów dyplomacji państw Wspólnoty.

"To jest moment, w którym musimy rozstrzygnąć, czy chcemy zachować dla przyszłych pokoleń ostatni obóz koncentracyjny z czasów ostatniej wojny" - argumentował szef naszej dyplomacji. Jak zauważył, jest to szczególnie ważne wobec rosnącej fali negacjonizmu, "gdy politycy czy przywódcy religijni w niektórych krajach podają w wątpliwość Holokaust, a pokolenie, które pamięta te tragiczne wydarzenia, wymiera" - mówił Sikorski do szefów MSZ-ów pozostałych państw Unii.

Według informacji DZIENNIKA pierwsze reakcje krajów unijnych były bardzo przychylne tej inicjatywie.

Przyszłość obiektów w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau jest zagrożona. Rocznie na ich konserwacje potrzeba aż ok. 5 mln euro. Samej Polski na to nie stać.

"Politycznie jest to tak ważna sprawa, że nie sądzę, aby kryzys finansowy mógł utrudnić uruchomienie pieniędzy dla tego muzeum" - deklaruje w rozmowie z DZIENNIKIEM Jesus Carmona, rzecznik Rady UE.

Ponad milion zwiedzających

Dla ratowania muzeum jego opiekunowie postanowili wykorzystać szczególny, międzynarodowy charakter placówki. Spośród ponad miliona osób przyjeżdżających rocznie do Auschwitz-Birkenau ponad 400 tys. to Polacy, drugą co do liczebności grupę stanowią Anglicy, dalej Amerykanie, Niemcy oraz Włosi i Żydzi. Każda grupa narodowa ma swoje rocznice i miejsca w obozie, które szczególnie chętnie odwiedza.

Niemal wszyscy udają się do ruin komór gazowych i krematoriów, które są jednym z najważniejszych materialnych dowodów zbrodni Holokaustu. Niestety, wkrótce te dowody mogą ulec rozkładowi ze względu na poziom wód gruntowych i warunki atmosferyczne. W tym roku udało się zabezpieczyć ruiny jednej komory.

>>> Ponad milion osób zwiedziło w ubiegłym roku muzeum w Auschwitz

"Ludzie z zagranicy dziwią się, że muzeum nie jest finansowane ze środków międzynarodowych, bo przecież to miejsce pamięci wspólne dla wielu narodów" - mówi nam przewodnik po muzeum Jarosław Mensfeld. Stąd właśnie pomysł, aby kraje Unii sfinansowały fundusz na konserwację. Jego inicjatorzy są przekonani, że ich plan ma duże szanse powodzenia, bowiem obóz jest szczególnym miejscem dla Europy. Wśród ponad 1,1 mln osób w nim zamordowanych byli przedstawiciele niemal każdego europejskiego narodu.

Polityczna ofensywa

Sprawa jest poważna, bo jeśli w najbliższym czasie nie zostanie rozpoczęta kompleksowa konserwacja wszystkich budynków i eksponatów, wkrótce nie będzie czego oglądać. W najgorszym stanie są obiekty w Brzezince. Pilnej konserwacji wymaga 45 murowanych baraków. "Jeśli nie zrobimy tego w ciągu najbliższych lat, mogą ulec rozpadowi, ponieważ są wykonane z bardzo słabego budulca, a ich fundamenty stoją na podmokłej łące, którą trzeba osuszyć" - wyjaśnia dyrektor muzeum Piotr Cywiński.

Oprócz baraków w Brzezince pilnej konserwacji wymaga także 11 baraków w Auschwitz. Po odrestaurowaniu ma tu znajdować się nowa wystawa główna muzeum. Zagrożony jest także los byłej kuchni, gdzie ma być wystawa sztuki obozowej.

List z prośbą o wsparcie specjalnego funduszu wystosował do przywódców państw Donald Tusk. Pomysł wysunęło muzeum wraz z działającą przy premierze Międzynarodową Radą Oświęcimską. W poniedziałek do tej inicjatywy przekonywał unijnych ministrów szef MSZ Radosław Sikorski. Jak ujawnił, Niemcy i Czesi od razu zadeklarowali pomoc. "W inicjatywę natychmiast włączyła się Bruksela. Sekretariat Rady UE wysłał poufne pismo do wszystkich europejskich stolic z apelem o poparcie naszej propozycji" - mówi nam Sikorski. Minister jest przekonany o powodzeniu przedsięwzięcia.

Według polskich dyplomatów premier Tusk może podjąć sprawę finansowania muzeum Auschwitz w trakcie bezpośrednich rozmów z przywódcami Unii podczas najbliższego niedzielnego szczytu w Brukseli.

Sto tysięcy eksponatów

Wydaje się, że jedno z najbardziej znanych miejsc Zagłady nie powinno mieć problemów z utrzymaniem. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Obecnie budżet roczny muzeum wynosi ok. 24 mln zł, z czego ok. 11 mln zł daje resort kultury, trochę ponad milion złotych pochodzi ze środków zagranicznych, a ponad 12 mln zł musi wypracować samo muzeum. Nie są to jednak środki z biletów, bo wstęp do obiektów obozowych jest od początku istnienia placówki darmowy. Ponad 12 mln zł muzeum zarabia z własnej działalności, np. sprzedaży książek, opłat za parking czy oprowadzaniu zwiedzających. "Budżet, jaki mamy, niemal w całości idzie na bieżące wydatki i nie pozwala na konserwację miejsc pamięci" - wyjaśnia istotę problemu dyrektor Cywiński.

>>> Muzeum pod ekologicznym nadzorem

Jak podkreśla dyrektor, w ciągu najbliższych 20 lat trzeba przeprowadzić konserwację wszystkich obiektów, a potem proces ten nieustannie powtarzać. Niebagatelna jest też liczba miejsc i rzeczy wymagających opieki: na 200 hektarach znajduje się 155 obiektów, 300 ruin i prawie 100 tys. różnych eksponatów, np. dokumentów, obozowych sprzętów czy ubrań.