"Sondaży nie należy demonizować" - powiedział na samym wstępie Roman Giertych w TVN 24. W ten sposób odniósł się do badania popularności partii politycznych w "Gazecie Wyborczej". Według tego badania LPR może obecnie liczyć na 5 procent głosów. Weszłaby więc do Sejmu.

"Jednak nieudolna polityka PO i PiS w walce z kryzysem może mieć wpływ na notowania na scenie politycznej” - dodał Giertych, który właśnie w "nieudolnych posunięciach rządu i opozycji" widzi szanse dla LPR.

Jego zdaniem teraz LPR powinna być formacją centroprawicową siedzącą pośrodku sejmowych ław, a nie na ich prawym brzegu - jak w poprzedniej kadencji.

Giertych pochwalił Donalda Tuska za trzymanie w garści wydatków publicznych. Według niego "pomysł PiS, żeby się zadłużyć, jest rewolucyjny i wynika z socjalistycznego podejścia braci Kaczyńskich do kwestii gospodarczych". Z drugiej strony zganił szefa obecnego rządu za obranie kierunku na euro - co w obecnej sytuacji wcale nie musi być korzystne dla Polski.

Giertych kilka razy podkreślił, że obecnie nie sprawuje w Lidze żadnych funkcji. Powiedział też, że nie ma najlepszych wspomnień ze wspólnych rządów z PiS i dodał, że "rządzenia z człowiekiem, który planował posadzenie na ławie oskarżonych wszystkich członków rządu, nie wspominam miło".

Na koniec dodał, że nie wróci na fotel szefa LPR i na pewno nie będzie już posłem zawodowym - czyli takim, który pobiera pensję za bycie parlamentarzystą. Nie wykluczył jednak powrotu do polityki jako... poseł niezawodowy - utrzymujący się na przykład z prowadzenia kancelarii prawnej.