"Joachim Brudziński, przystojniak ze Szczecina i wzór politycznej delikatności, zapytany, czy wyobraża sobie, aby to kłamczucha Gęsicka była premierem, a nie Jarosław Kaczyński (tak jakby ktokolwiek wierzył w zwycięstwo PiS-u; poza Szczypińską), odpowiedział: "Nie wykluczam, że w sytuacji po zakończeniu drugiej kadencji Lecha Kaczyńskiego (uwaga, przygotowuje nas na najgorsze! - JP) Jarosław mógłby być kandydatem na prezydenta, a wówczas Gęsicka rzeczywiście mogłaby być premierem” - czytamy na blogu Janusza Palikota na portalu onet.pl

>>> Przeczytaj, jak Janusz Palikot został sojusznikiem PiS

Słynny skandalista drwi z Brudzińskiego, ale również z braci Kaczyńskich i Grażyny Gęsickiej.

"Brudziński zapomniał dodać, że gdy będzie kończyła się druga kadencja Lecha (człowieka, który za radą PR-owców od kilku tygodni stara się nie używać nazwisk w swoich wypowiedziach, gdyż wcześniej notorycznie je przekręcał, i nie podnosi publicznie flagi narodowej, bojąc się odwrotnego jej rozwieszenia), to wówczas marszałkiem Sejmu będzie Przemysław Gosiewski. On sam, Brudziński, zostanie szefem MSWiA, Jacek Kurski prezesem telewizji, a Krzysztof Jurgiel ministrem spraw zagranicznych. W tej sytuacji ludzie rzeczywiście z ulgą przyjmą wiadomość, że to nie facet bez prawa jazdy, konta w banku i karty kredytowej, tylko mijająca się z prawdą Grażyna Gęsicka będzie premierem rządu uciemiężonej ojczyzny".

Dla siebie Palikot widzi raczej marną przyszłość. "Ja w tym czasie już od dawna - osadzony w więzieniu na Rakowieckiej lub w Zamku Lubelskim - będę ślepymi oczyma przyglądał się niebu" - przewiduje poseł Platformy.