Przez kryzys zostajemy w Czadzie
Kryzys uziemił polskich żołnierzy w Czadzie. Choć zgodnie z postanowieniem prezydenta misja miała trwać do 31 maja, MON szykuje wniosek o jej przedłużenie do jesieni. Powód? Bardzo wysokie koszty transportu wojska i sprzętu. Przedłużenie misji pozwoli na ich przerzucenie na ONZ.
- Rostowski chce bezlitośnie ciąć budżet armii
- Wyjeżdżamy z Czadu. Zastąpi nas Mongolia
- Klich: Zawodowa armia może być mniejsza
- Polscy żołnierze pozostaną w Czadzie
- Oto oszczędności ministrów
- Jak Klich zacisnął pasa
- Prezydent może zrezygnować z referendum
- Porażka? Niech prezes PiS słucha brata
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To zaskakująca wiadomość. W lutym szef MON ogłosił, że w ramach poszukiwania oszczędności w kasie resortu kontyngent wróci do kraju wcześniej. W rachubę wchodziły dwa terminy powrotu - w połowie marca, kiedy misja Unii Europejskiej przechodzi pod sztandary Organizacji Narodów Zjednoczonych, bądź z końcem maja, bo do tego czasu prezydent wydał zgodę na pobyt wojsk.
Tymczasem polski kontyngent pozostanie w Czadzie dłużej. "Premier już się zgodził na to, aby opóźnić wycofanie wojska z Afryki do jesieni tego roku. Przygotowujemy wniosek do prezydenta o przedłużenie misji do tego czasu" - mówi minister obrony Bogdan Klich.
Nieoficjalnie mówi się, że w kasie resortu, który z tegorocznego budżetu regulował zaległe zobowiązania za 2008 r., nie ma pieniędzy na pokrycie kosztów transportu żołnierzy i sprzętu. Nie wiadomo także, czy resort finansów mógłby szybko przelać odpowiednią kwotę na taki cel.
>>>Miało być tak: Przez oszczędności wycofamy się z Czadu
"Pieniądze musiałyby się znaleźć" - protestuje szef MON. Klich podaje trzy powody opóźnienia: ONZ musi wiedzieć o planowanym zakończeniu misji z sześciomiesięcznym
wyprzedzeniem, operację trzeba zaplanować i sprawnie przeprowadzić, a na to potrzeba kilku miesięcy.
Nie ukrywa jednak, że jest jeszcze jeden powód - finansowy. "Rozmawialiśmy z ONZ. Jeżeli polskie wojsko zostanie w Czadzie pod flagami Organizacji do jesieni, to pokryje ona
koszty wycofania naszych żołnierzy i odkupi od nas część zgromadzonego tam sprzętu. Zaoszczędzimy 35 mln zł - tłumaczy Klich.
Zapowiada, że wojsko wróci do kraju "po zakończeniu pory deszczowej". Pora ta, w zależności od regionu Czadu, kończy się we wrześniu bądź październiku, więc wojsko możemy powitać w kraju dopiero w listopadzie.
Zgodnie z zapowiedziami szefa MON wygaszone miały być także misje w Libanie i na Wzgórzach Golan. Tu jednak sytuacja jest podobna - siłą rozpędu w marcu wyrusza na Wzgórza Golan kolejna zmiana. "Te dwie misje będą zakończone do końca tego roku" - zapewnia minister.
Choć premier chciał, by zakończenie misji w tym roku przyniosło szybkie oszczędności, najprawdopodobniej nie będą duże. Szef MON zapewnia, że uda się w ten sposób zaoszczędzić 58 mln zł. "Ograniczenia wydatków na ten cel będą w tym roku minimalne. Utrzymanie przez rok żołnierzy w Czadzie, Libanie i na Wzgórzach Golan to około 100 mln zł. Takie oszczędności MON może zrobić dopiero w przyszłym roku" - komentuje były wiceminister obrony Janusz Zemke.
Łącznie resort wydaje na misje około 770 mln zł rocznie.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!