Minister finansów wykończył posłów liczbami
Posłowie nie wytrzymali nadmiaru liczb i procentów, jaki zaserwował im minister finansów w debacie nad budżetem państwa. "Poprosimy o przedstawienie stanu budżetu na piśmie, bo nikt nie jest w stanie zapamiętać wszystkich danych" - mówiła posłanka PiS Aleksandra Natalli-Świat. I wniosła o przesunięcie debaty na jutro. Ale marszałek Sejmu powiedział "nie".
- Polsce grozi wielka dziura budżetowa
- Bugaj: Budżet kompromitacją Rostowskiego
- Rząd coraz bardziej zadłuża Polaków
- Polacy nie dostaną dopłat do samochodów
- Olejniczak powalczy z Huebner o Brukselę
- Wpadka PiS. Winią ministra, a nie są lepsi
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 0°C max. 23°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W obliczu światowego kryzysu sejmowa debata o budżecie państwa miała być ważna i merytoryczna. Stan państwowej kasy przedstawiał minister finansów Jacek Rostowski, który sypał jak z rękawa miliardami złotych wpływów i wydatków, procentami ściągniętych podatków i bezzwrotnych wpływów z Unii Europejskiej.
Po wystąpieniu ministra głos zabrała posłanka Aleksandra Natalli-Świat i przypomniała, że PiS już wcześniej prosił o przesunięcie debaty. Jej klub wniósł o dostarczenie wystąpienia na piśmie, bo nikt nie jest w stanie ustosunkować się merytorycznie do takiego potoku liczb. "Nie można ich nawet zapamiętać" - tłumaczyła posłanka. I poprosiła o przesunięcie debaty o dwa tygodnie.
Po przerwie, w czasie której zebrał się Konwent Seniorów, prowadzący obrady wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski poinformował, że marszałek Bronisław Komorowski nie przychylił się do wniosku o przełożenie debaty na piątek.
Kalinowski podkreślił, że nie było do tej pory takiego zwyczaju i marszałek Sejmu nie widzi potrzeby wprowadzania "nowego obyczaju".
Jednocześnie Kalinowski poinformował, że jeśli posłowie chcą zapoznać się z danymi przedstawionymi przez ministra finansów, to dostępny już jest nieautoryzowany stenogram z jego wystąpienia.
Posłowie opozycji nie ukrywają znudzenia wystąpieniem ministra Rostowskiego. "To debata dla księgowych" - powiedział DZIENNIKOWI szef SLD Wojciech Olejniczak. "Na studiach mieliśmy podobnych wykładowców. Mówiliśmy na nich <zaklinacze węży>" - dodał polityk PiS Joachim Brudziński.
>>> Krytyczne opinie o tegorocznym budżecie
A gdzie premier?
W parlamencie nie było też premiera , choć opozycja już dawno zapowiadała, że ma do niego liczne pytania. Rzecznik rządu Paweł Graś tłumaczył, że szef rządu ma inne obowiązki, m.in. spotkanie z przebywającym w Polsce prezydentem Rumunii.
Ale te tłumaczenia nie przekonują opozycji. "Jestem rozczarowany" - mówi DZIENNIKOWI poseł Tadeusz Cymański z PiS. "Nie będziemy mogli zadać wielu konkretnych pytań. Już wiadomo, że w uchwalonym budżecie są błędy, a premier nieustannie ogłasza sukcesy rządu" - podkreślił.
Jeszcze bardziej krytyczny jest wicemarszałek Wojciech Olejniczak z Lewicy. I punktuje - na sali nie ma premiera, prezesa PiS, przewodniczących klubów PO Zbigniewa Chlebowskiego i PiS Przemysława Gosiewskiego, nie ma szefa NBP. "Nie ma nikogo, tylko my jesteśmy" - powiedział DZIENNIKOWI.
Wystąpienie ministra wicemarszałek podsumował krótko: "Same procenty, to debata dla księgowych". "Fikcyjny budżet, fikcyjne dochody, a to może przekładać się na upadek zakładów pracy i wzrost bezrobocia" - podsumował lider SLD.
A minister finansów przyznał, że wpływ na budżet miało spowolnienie gospodarcze, widoczne zwłaszcza w czwartym kwartale ubiegłego roku. A to jest z kolei efekt przeinwestowania światowej gospodarki - tłumaczył.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!