Szczygło: W rządzie Tuska są dyplomatołki
Jak ocenić sugestie, że Lech Kaczyński był pijany na szczycie NATO? "To są podłe sugestie podłych ludzi, którzy własną nieudolność próbują zrzucić na innych. Parafrazując słynną wypowiedź pana Władysława Bartoszewskiego, właśnie dyplomatołków mamy w rządzie Donalda Tuska" - mówi DZIENNIKOWI Aleksander Szczygło, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
- Prezydent poparł Duńczyka. Wbrew rządowi
- "Wycofaliśmy się przed końcem meczu"
- PO ogłasza sukces. Partie będą biedniejsze
- Sikorski załamany. Nie będzie szefem NATO
- Rząd przekazał prezydentowi... notatkę
- Rząd wybrał generała - mistrza autopromocji?
- Ludzi prezydenta nie martwi to, że jest źle
- "Pokazaliśmy, że Polska to śmieszny kraj"
- To pismo skłóciło prezydenta z rządem
- Miller: Polska wygrała wybory szefa NATO
- SLD broni Kaczyńskiego i gani Tuska
- Kowal wierzy, że USA zbudują tarczę
- "To Tusk wcześniej poparł Rasmussena"
- Miller: Awantura ma przykryć porażkę Tuska
- "Dwa zdania Sikorskiego to nie instrukcja"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 0°C max. 23°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mikołaj Wójcik: Czy pismo podpisane przez dyrektora Adama Kobierackiego z MSZ dotarło do prezydenta przed szczytem NATO?
Aleksander Szczygło*: Stanowisko rządu wypracowuje się tak, że Rada Ministrów w trybie obiegowym albo na posiedzeniu przyjmuje uchwałę, która po podpisie premiera trafia do prezydenta. Nic
takiego nie miało miejsca w przypadku tego szczytu NATO. To pismo, o którym pan mówi, to notatka informacyjna jakich wiele. To nie jest żadne stanowisko rządu. Proszę nie wmawiać Polakom, że
to są jakieś instrukcje.
To minister Sikorski mówi, że to instrukcje. Choć noszą tytuł "wariantowych uzupełnień do sugestii" dla prezydenta.
Czyli są to informacje, które zbiera się z różnych urzędów przed takim wydarzeniem po to, by szef delegacji wiedział o wszystkim, co się tam może wydarzyć.
Prześledźmy, co przewidzieli urzędnicy MSZ. Czy miała miejsce sytuacja, w której prezydent Barack Obama "mocą swojego autorytetu" apelował o zgodę na szefa NATO przez
aklamację?
Nie przypominam sobie takiej sytuacji.
A taka, że Obama lub sekretarz generalny NATO apelowali o wybór nowego szefa na tym szczycie?
Nie mogę rozmawiać o rzeczach, które mają charakter niejawny.
W kuluarach było takie nastawienie?
Oczywiście. Wszystkim zależało na tym, by jubileuszowy szczyt skończył się sukcesem. Zarówno jeśli chodzi o założenia do nowej strategii NATO przygotowanych przez Radę Mędrców z panem
ministrem Adamem Danielem Rotfeldem, jak i potwierdzenie członkostwa Albanii i Chorwacji. Ale również i wybór nowego sekretarza generalnego Paktu.
To może prezydent, idąc za sugestią MSZ, nie powinien wypowiadać się o kandydaturze Rasmussena, zanim nie zabrał głosu premier Turcji?
Nie słyszałem o takim zwyczaju. Kolejność wypowiadania się świadczy o pozycji danego państwa w organizacji. Im szybciej, tym ważniejsza rola. Prezydent Kaczyński został poproszony o głos
zaraz po tym, jak mówili sekretarz generalny, kanclerz Niemiec, prezydent Francji, prezydent Obama i premier Wielkiej Brytanii. To pokazuje, że Polska jest istotnym członkiem NATO.
A czy w tym wystąpieniu prezydent Kaczyński dawał do zrozumienia, że Polska jest niezadowolona z trybu uzgodnienia kandydatury premiera Danii ponad głowami wielu, także nowych, członków
NATO?
Przede wszystkim podkreślał, i to wielokrotnie, że następny sekretarz generalny powinien pochodzić z tej części Europy, a nawet wprost - powinien być z Polski.
Według rządu taka szansa była już teraz, a nie za pięć lat.
Nie było szansy, bo kandydatura ministra Radosława Sikorskiego w ogóle nie została zgłoszona.
Ale sugestie, które rząd nazywa instrukcjami, zakładają, że gdyby prezydent zwlekał, "moglibyśmy otrzymać jakieś zadośćuczynienie, jeśli mielibyśmy ustąpić z naszej
kandydatury".
Tuż przed szczytem, jak nakazuje zwyczaj, wszyscy kandydaci zostali zgłoszeni. Zrobiły to Bułgaria, Dania i Kanada. Polska nie. A jak nie ma zgłoszenia, to nie ma i kandydatury. Taką decyzję
podjął rząd. Taka wzmianka w tym piśmie potwierdza, że polski rząd nie wie, co robi. Brakuje komunikacji między premierem a szefem MSZ. W sobotę rano Donald Tusk mówi, że należało
popierać polską kandydaturę, a minister Sikorski, że należało odwlec poparcie dla Duńczyka. To jak to nazwać?
A propos komunikacji: po co prezydent w środku nocy chciał rozmawiać z premierem?
Skoro okazało się, że Turcja jednak blokuje Rasmussena, powstała nowa sytuacja. Prezydent chciał ją omówić z premierem. I jeśli prawdą jest to, że spał wówczas, to dlaczego nie
oddzwonił rano, jak już się wyspał?
Politycy PO, powołując się na informacje z kuluarów i od ministra Tomasza Arabskiego, mówią, że prezydent nie był trzeźwy i podczas kolacji na szczycie, i gdy próbował dodzwonić
się do premiera. Jak pan się odnosi do tych zarzutów?
To są podłe sugestie podłych ludzi, którzy własną nieudolność próbują zrzucić na innych. Parafrazując słynną wypowiedź pana Władysława Bartoszewskiego, właśnie dyplomatołków mamy
w rządzie Donalda Tuska.
*Aleksander Szczygło, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!