25 kwietnia 2007 roku o świcie Funkcjonariusze nie wiedzą, choć powinni to wcześniej sprawdzić, że Blida ma broń. Po kilku minutach przeszukania Blida informuje agentów, że musi skorzystać z łazienki. Właśnie tam trzyma pistolet, z którego strzela sobie w głowę. W łazience nie ma wtedy oficera agencji, choć zgodnie z przepisami powinien tam być.
>>>Kurski: PiS nie jest winny śmierci Blidy
To właśnie te zaniedbania sprawiły, że prokuratura chce postawić Grzegorza S. przed sądem. Oficer, który podobnie jak inni funkcjonariusze uczestniczący w akcji w domu byłej posłanki SLD dalej pracuje w agencji, zostanie teraz zawieszony w obowiązkach służbowych. A to oznacza, że do czasu wydania w jego sprawie orzeczenia przez sąd będzie otrzymywał jedynie połowę pensji.
- mówią członkowie grupy, która przeprowadzała zatrzymanie Blidy. Decyzję prokuratury uznają za niesprawiedliwą, a sprawa ma charakter polityczny. Twierdzą, że kilka miesięcy temu prokurator prowadzący śledztwo w ich sprawie został zmieniony - poprzedni chciał umorzyć sprawę i został odwołany. "Póki w Sejmie pracuje komisja, nie dadzą nam spokoju" - mówią funkcjonariusze ABW.
Jednak Ryszard Kalisz, szef sejmowej komisji śledczej, która wyjaśnia sprawę samobójstwa Blidy, odrzuca te tłumaczenia. Jego zdaniem z materiału dowodowego zgromadzonego w tej sprawie jasno wynika, że akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi S. jest jak najbardziej zasadny. "Według mojej oceny według akt ten zarzut powinien być postawiony" - podkreśla Kalisz.
>>>Prokurator wie, kogo winić za śmierć Blidy
Przyznaje jednak, że śledczy mogli się wstrzymać z zatrzymaniem. "Jeśli mam być szczery, to prokuratura ułatwia uchylenie się od składania zeznań temu funkcjonariuszowi. Bo jeśli toczy się postępowanie, to taki świadek ma prawo odmówienia zeznań" - podkreśla Kalisz i przypomina, że Grzegorz S. ma zeznawać przed jego komisją już w przyszłym tygodniu.
Zdaniem ówczesnej opozycji PO i SLD PiS ponosi pełną polityczną odpowiedzialność za tę tragedię - IV RP ma krew na rękach - mówił w 2007 roku w czasie sejmowej debaty w tej sprawie Cezary Grabarczyk z Platformy, który kierował wtedy sejmową komisją sprawiedliwości. Jedną z pierwszych decyzji nowego Sejmu było powołanie sejmowej komisji śledczej, która bada tę sprawę.