Związkowcy w szpitalu po bitwie z policją
Około 25 związkowców zostało rannych w bitwie z policją przed Pałacem Kultury i Nauki. Dwóch z nich trafiło na oddział intensywnej terapii. Lekarze opatrzyli także pięciu policjantów. Stoczniowcy z Gdańska w kłębach dymu palonych opon domagali się od rządu obrony ich stoczni. Policja użyła przeciwko nim armatek wodnych, gazu łzawiącego i pałek.
- Awantura w Sejmie. O pieniądze i zadymę
- Nowy spot PiS: Tusk to porażka dyplomacji
- Kongres Tuska w cieniu gwizdów i procesu
- Sejm zbada, czy rząd złamał prawo
- Premier milczał, kampanię rozpoczęli inni
- Związkowcy skarżą policję, Tusk jej broni
- Stoczniowcy zakłócą kongres Tuska
-
Bitwa stoczniowców w Warszawie
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -20°C max. 1°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Demonstracja przed Pałacem Kultury rozpoczęła się w środę o 17.00, czyli dokładnie wtedy, gdy rozpoczynał się kongres EPP. Od razu w ruch poszły petardy, zapłonęło kilka opon. Związkowcy spalili kukłę premiera, potem próbowali wedrzeć się na do środka. Nie przebierali przy tym w słowach - słychać było wulgarne wyzwiska pod adresem mundurowych. Policja, by odeprzeć ich atak, użyła gazu pieprzowego, pałek i armatek wodnych. Potem zamieszki przerodziły się w regularną bitwę.
>>> Kongres Tuska w cieniu gwizdów i procesu
Stoczniowcy skarżyli się, że atak policji był bardzo brutalny. Po bitwie pod Pałacem Kultury ponad 25 osób trafiło do szpitala. Wiele z nich po opatrzeniu wypisano. Jednak dwóch stoczniowców trafiło na oddział intensywnej terapii. Jeden z protestujących w czasie starć z policją dostał ataku padaczki. Zanim zajęli się nim ratownicy medyczni, pomocy próbował mu udzielić poseł PiS Jacek Kurski. Po stronie policji z kolei jest pięciu rannych. Są potłuczeni i poparzeni.
Gdańscy stoczniowcy przyjechali do Warszawy, by domagać się od rządu stanowczych działań w obronie ich zakładu. Argumentowali, że Komisja Europejska znów ma zastrzeżenia do planu restrukturyzacji stoczni. "Jest źle - coraz więcej ludzi jest zwalnianych. Jeśli od nas żąda się zamknięcia pochylni... Co to za stocznia, która nie ma pochylni?" - tłumaczyli.
Choć wśród protestujących stoczniowców widać było posłów PiS, m.in. właśnie Jacka Kurskiego, jego partia oficjalnie twierdziła, że z manifestacją nie ma nic wspólnego.
Kilka godzin wcześniej w centrum Warszawy demonstrowali kolejarze. Było ich 10 razy więcej niż stoczniowców, ale demonstracja była znacznie spokojniesza, choć też poleciały petardy.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!