Armia wyda miliony na nową siedzibę
Oficerowie wprost krytykują ministra obrony Bogdana Klicha. Ferment wywołał pomysł, by w środku kryzysu przenosić Dowództwo Wojsk Lądowych z Warszawy do Wrocławia. Przeprowadzka jest merytorycznie wątpliwa, spowoduje chaos i będzie kosztowała co najmniej kilkaset milionów złotych.
- Wojsko pomoże zwalczyć świńską grypę
- Aferzysta pożyczał ministrowi obrony
- Zaginiony szyfrant szkolił agentów wywiadu
- Komandosi boją się ćwiczeń z Amerykanami
- Stratedzy wojskowi przeciw ministrowi
- Zmasowana krytyka przeprowadzki Klicha
- Walka z kryzysem? Prawdę poznamy w lipcu
- Chcemy rakiet Patriot. I to jak najszybciej
- Dorn "węszy" przy samolotach dla VIP-ów
- Szykuje się wojna o generałów?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Budżet państwa przeżywa ciężkie chwile, trwają cięcia i oszczędności, również w wojsku. Ale resort obrony ma miliony na kontrowersyjne reorganizacje.
W kwietniu szef MON Bogdan Klich zdecydował, że Dowództwo Wojsk Lądowych, kierujące największą częścią armii, przeprowadzi się z warszawskiej cytadeli do centrum Wrocławia. "W infrastrukturę na cytadeli wpakowano 600 milionów złotych. W sprzęt informatyczny, zabezpieczenia, tajne kancelarie. Wszystko pójdzie w piach" - denerwuje się wysoki rangą oficer.
Bogdan Klich upiera się, że przeprowadzka będzie tania. "Głównie niewielkie koszty odświeżenia pomieszczeń" - zapewnia nas. Jest inaczej. Poniemieckie budynki, w których mają pracować dowódcy od przyszłego roku, są w kiepskim stanie. Nie spełniają wymogów nowoczesnego kierowania wojskiem.
>>>Szykuje się wojna o generałów?
"Przystosowanie siedziby to 300 milionów. Nie mówiąc, że trzeba znaleźć nowe lokalizacje dla instytucji, które są tam teraz" - mówi doświadczony wojskowy.
Kolejne problem - mieszkania. W dowództwie pracuje blisko siedmiuset żołnierzy i cywili. Do tego dochodzą rodziny. Jedna z koncepcji zakłada, że w ramach oszczędności można ich umieścić we wrocławskich internatach!
Pomysł dziwi z jeszcze jednego powodu. "W armii panują stosunki feudalne. Aby coś załatwić, trzeba jechać do Warszawy. Radek Sikorski, gdy był szefem MON, przeniósł Inspektorat Wsparcia do rodzinnej Bydgoszczy. Teraz oficerowie pracują w systemie trzy na dwa. Trzy dni zajmują im delegacje i dojazdy do stolicy. Dwa dni zostaje na pracę w Bydgoszczy" - opisuje żołnierz współpracujący z inspektoratem.
Skąd pomysł na przeprowadzkę do Wrocławia? To idee fixe wywodzącego się z Dolnego Śląska generała Czesława Piątasa, zastępcy Klicha. Sam minister podaje przykłady Norwegii i Finlandii, które wynoszą dowództwa ze stolic. "Najważniejsze jednostki lądowe są na zachodzie Polski. Poza tym Wrocław znajduje się poza zasięgiem pewnego rodzaju broni" - przekonuje. Chodzi o rakiety Iskander, których ustawieniem w Kaliningradzie straszą Rosjanie. Ten argument śmieszy specjalistów. "Z okrętów na Bałtyku Rosjanie mogą razić rakietami o zasięgu ponad tysiąca kilometrów" - mówi Tomasz Hypki ze "Skrzydlatej Polski".
Aleksander Szczygło, szef prezydenckiego BBN: "To lekkomyślność".
Janusz Zemke, poseł SLD: "Mamy złą sytuację budżetową. To niedobra decyzja."
Generał Stanisław Koziej: "Szkodliwe posunięcie. Na świecie dowództwa rodzajów wojsk są integrowane, bo połączone działają skuteczniej."
Grzegorz Hołdanowicz, naczelny pisma "Raport": "Robienie zamieszania. Priorytetem powinno być szkolenie, a nie przenosiny."
W opuszczonej przez dowódców cytadeli będą muzea wojska i katyńskie oraz siedziba zespołu artystycznego armii. "Nawet pan nie wie, jaki wspaniały mają program. Jestem ich wielkim fanem" - zachwala minister Klich.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!