Marcinkiewicz, Tusk i... Suski
Pokój 109, siedziba szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskigo to miejsce tajemniczych spotkań. Ostatnio wyszedł stamtąd poseł PiS, który nie słynie wcale z ciepłych uczuć do partii Tuska. Marek Suski, bo to on, dyskretnie zamknął drzwi, rozglądając się dookoła.
"Panie Pośle" - dopadamy parlamentarzystę z koleżanką. "Co pan chce od Chlebowskiego?"
"Ja, od niego nic" - broni się poseł. Nie wierzymy. Sejmowe korytarze pełne są wspomnień po spotkaniach, które nie miały się prawa zdarzyć. I polityków, którzy na trybunie lub w mediach skaczą sobie do oczu, by po chwili jak skończy się nagranie odejść przyjaźnie gawędząc.
To mogło być jedno z takich spotkań. Poseł widząc wyraz niedowierzania na naszych twarzach, zaczyna się tłumaczyć:
"Ja noszę pocztę...." - zaczyna. "Od Gosiewskiego, Kaczyńskiego?" - przerywamy wietrząc koalicyjno-opozycyjny spisek. "Pocztę do posła ... do Suskiego. W PO jest Paweł Suski i jego korespondencja cały czas trafia do mnie. I ją tu odnoszę" - wyjaśnia. "Ostatnio dostałem zaproszenia na przyjęcie w ambasadzie, ale kiedy je otworzyłem okazało się że to do posła PO" - dodaje. Rzeczywiście o Pawle Suskim jeszcze mało kto słyszał. Podobnie jak o Łukaszu Tusku czy Michale Marcinkiewiczu. Oprócz ich wyborców, którym wystarczyło samo słynne nazwisko.
Tak było ostatnio na Mazowszu w eurowyborach. Posłanka Jolanta Hibner dzięki nazwisku wygrała w cuglach z wojewodą mazowieckim. "Na spotkaniu w Radomiu część ludzi wyszła jak ja zobaczyli, bo spodziewali się, że przyjedzie Danuta Huebner" - opowiada poseł Suski, który jest z Radomia. On sam na pomyłkę w nazwisku nie może narzekać, najwyżej nie poszedł na raut w ambasadzie, a wojewoda mazowiecki zmarnował urlop na kampanie i jeszcze nie ma mandatu.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!