Bruksela uratowała Kurskiego przed karą
Jackowi Kurskiemu z PiS po raz kolejny się upiekło. Sejmowa komisja regulaminowa i spraw poselskich chciała go ukarać za to, że spóźnił się ze złożeniem oświadczenia majątkowego. Kary jednak nie będzie, bo Kurski jest już europosłem. "No cóż, uciekł nam do Brukseli" - przyznaje szef tej komisji Jerzy Budnik z PO.
- Kaczyński utarł nosa Kurskiemu
- Kurski kupił sernik i pożegnał się z Sejmem
- Kurski prezydentem? Nie ma szans
- Zobacz, jak Kurski szpanuje angielskim
- Kurski: Znokautowaliśmy wszystkich
- Jacek Kurski chce być prezydentem
- Zaczął się proces Kurskiego "za kłamstwo"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kurski to jeden z czterech polityków, którzy spóźnili się w tym roku ze złożeniem w Sejmie swojego oświadczenia. Mieli na to czas do końca kwietnia. Oprócz Kurskiego spóźnili się: Paweł Poncyljusz i Izabela Kloc (oboje z PiS) oraz poseł niezrzeszony Longin Komołowski. Marszałek Sejmu ukarał ich, ucinając za każdy dzień zwłoki jedną dniówkę. Komisja Regulaminowa i Spraw Poselskich chciała dodatkowo wymierzyć Jackowi Kurskiemu którąś z przewidzianych w katalogu kar: zwrócenia uwagi, upomnienia lub nagany - donosi portal tvp.info.
>>>Kaczyński utarł nosa Kurskiemu
Ale Kurski już posłem nie jest. Teraz reprezentuje nas w Brukseli. A to właśnie jego komisja chciała ukarać przykładnie, bo to nie pierwsze jego spóźnienie. "Chcieliśmy ukarać właśnie jego, a nie pozostałych spóźnialskich posłów, bo Kurski to recydywista. Spóźnił się także przed rokiem" - wyjaśnia Budnik.
>>> Jacek Kurski przestraszył się sądu
W 2008 roku Kurski nie tylko się spóźnił, ale w dodatku złożył dwa zupełnie różne oświadczenia majątkowe. Tłumaczył się wtedy, że zamieszanie ma związek z włamaniem w jego domu. W tym roku chciał złożyć oświadczenie tuż przed północą na dyżurnej poczcie w Gdańsku, ale w ostatniej chwili przekonał się, że placówka została przeniesiona pod inny adres.
Mimo, że Kurski nagany nie usłyszy to sprawę wziął sobie do serca. "Komisja Regulaminowa mnie nie ukarała, ale i tak myślę, że cała sprawa skończyła się dla mnie nauczką. Zazwyczaj przybywałem na dyżurną pocztę w Gdańsku za pięć północ, w przyszłych latach będę co najmniej za piętnaście" - stwierdził Kurski.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!