Dziennik.plPolityka

Środa, 15 lutego 2012

Imieniny: Faustyna, Jowity, Georginy

Rokita: Nie będzie kary za "arschlocha"

2009-07-08 | Ostatnia aktualizacja: 02:15 | Komentarze: 0 | skomentuj
Rokita: Nie będzie kary za "arschlocha"

Rokita: Nie będzie kary za "arschlocha" Fot. Wojciech Jargilo / Inne

Nelly Rokita żali się, ze komplikują się sprawy z "incydentem monachijskim". Ujawniła, że właśnie została umorzona sprawa obrażenia jej męża przez policjantów. Podczas wyprowadzania z samolotu oraz na lotniskowym komisariacie Jan Rokita miał nie raz zostać uraczony epitetem "arschloch".

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Sprawa ta została umorzona. Policjant Schmidt - o ile dobrze pamiętam nazwisko - miał zły dzień. Powiedział, że nie chodziło mu o dziurę w odbycie, tylko o <Arschtag>, czyli gów... dzień." - powiedział Nelli Rokia w wywiadzie dla "Wprost Light". "Ja wyraźnie słyszałam <Arschloch>. Nie tylko słyszałam, ale byłam świadkiem, jak przez cały czas pokrzykiwano na mojego męża..." - dodała.

>>> Rokita słoni zapłaci za kłótnię w samolocie

I ponownie wróciła do "monachijskiego incydentu". "Ktoś miał zły nastrój i ten nastrój się rozprzestrzeniał. To było jak kula śniegowa. (...) My byliśmy w świetnych humorach. Wracaliśmy z krótkiej wycieczki do Wenecji. Kupiliśmy tam wspaniałe kapelusze Borsalino... Może stewardesa miała do nas żal, że zlekceważyliśmy jej zły nastrój. Ona w ogóle nie miała poczucia humoru" - powiedziała posłanka PiS.

Co się wydarzyło w samolocie?

Do incydentu na monachijskim lotnisku - w wyniku którego Jan Rokita został skuty kajdankami i wyprowadzony z samolotu - doszło na początku lutego. Jak on sam opisywał całe zdarzenie?

>>> Kaczyński broni godności Rokity

"Mieliśmy płaszcze zimowe i kapelusze. Miejsca bagażowe nad naszymi fotelami były już pełne. Więc położyłem te płaszcze i kapelusze na jakimś wolnym miejscu i przypiąłem je paskami do siedzenia" - relacjonował dla DZIENNIKA. "Nagle stewardesa z niesłychaną agresją rzuca te kapelusze na Nelli, krzyczy coś po niemiecku, otwiera nad nami te przegrody bagażowe, które są pełne, i próbuje ze złością wepchnąć tam nasze płaszcze. Płaszcz Nelly spada. Znów go podnosi. Dociska go klapą. I odchodzi".

Wtedy Rokita wstał, wyjął płaszcze i przełożył do innego, mniej zapchanego luku bagażowego. "Ta stewardesa znów podeszła do mnie, zaczęła krzyczeć, że tu ona rządzi, a nie ja, i że mam opuścić samolot. Potraktowaliśmy to jako żart" - opowiadał.

Po kilkunastu minutach na pokład wkroczyli policjanci. Rozkazali Rokicie opuścić samolot. Jego żona mogła zostać.

"Tłumaczyłem im, że nie opuszczę. Miałem przecież bilet, to był ostatni lot do Krakowa, była prawie północ, Nelli miała być rano w Sejmie" - relacjonował były poseł. "Zrzucili mnie z krzesła, bardzo boleśnie zakuli w kajdany. To były jakieś koszmarne niemieckie kajdany. Nawet bezpieka miała lepsze, bardziej wygodne" - opowiadał.

PC
Źródło: Dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl
    «