Olechowski o odejściu z PO: Krew mnie zalała
"Ja się z panem Tuskiem nie widziałem od prawie trzech lat" - mówi Andrzej Olechowski, jeden z założycieli PO. W pełnym gorzkich wspomnień i szczerej nadziei wywiadzie dla DZIENNIKA mówi o przyczynach odejścia z PO i związkach z nową partią. "Boję się, żeby nie być wykorzystanym" - twierdzi.
- Co wiąże Olechowskiego i wywiad PRL?
- Afgańska przestroga
- Partia Piskorskiego grubo poniżej progu
- Prokuratorzy badają majątek Piskorskiego
- Partia sprzedaje domy. Liczy na 120 mln
- Olechowski nie chce noża w plecach
- "Olechowski to recycling polityczny"
- Partie dostają miliony i lokują je w bankach
- Obraził Lecha Kaczyńskiego i mu się upiecze?
- "Olechowski? To czerstwe pieczywo!"
- Rząd chce sprzedać prawie wszystko
- "PO i PiS to kolosy na glinianych nogach"
- Frasyniuk za Olechowskim, a nie Nałęczem
- Palikot: Olechowski przegra, bo Tusk wygra
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Anna Bogusz: Kiedy pojawiła się myśl, by wystąpić z Platformy Obywatelskiej?
Andrzej Olechowski*: Marian Krzaklewski przelał czarę.
Jak pan się dowiedział, że były szef AWS i "Solidarności" będzie kandydatem Platformy w wyborach do europarlamentu?
Przeczytałem w gazecie i po prostu krew mnie zalała.
Co pan wtedy pomyślał?
Że to już koniec moich związków z Platformą. Nie chciałem tego robić podczas kampanii, dopiero po wyborach.
Komu pierwszemu pan o tym powiedział?
Pierwsza była żona. Później rozmawiałem z Pawłem Piskorskim.
Miał pan scenariusz? Od razu pan szukał alternatywy dla PO, a nie tak spontanicznie odszedł?
Napisałem list i przekazałem go panu Donaldowi Tuskowi. Rzeczywiście był pierwszym, który go otrzymał. Po tym spotkałem się z zarządem SD, by zobaczyć, czy nie ma czegoś, co wyklucza moje
związanie się z tą partią. I dopiero mogłem powiedzieć Piskorskiemu: tak, będziemy to robić.
A co na to wszystko Tusk? Spotkał się pan z nim osobiście?
Ja się z panem Tuskiem nie widziałem od prawie trzech lat. A jak miałbym się z nim spotkać?
Po prostu zadzwonić i poprosić o rozmowę.
To nie jest możliwe w przypadku osób, które tak poważnie awansowały. W tym wypadku musiałbym dostać zaproszenie. Gdy napisałem do pana Tuska gratulacje po tym, jak został premierem, nie
było odpowiedzi.
Jak rozumiem, nie było zaproszenia: Andrzej, przyjdź do mnie.
Nie jesteśmy na ty. Nigdy nie było zaproszenia.
Do kontaktów pozostało więc bliskie otoczenie premiera.
Tak, z panem Grzegorzem Schetyną spotkałem się dwu- czy trzykrotnie w okresie, kiedy już pełnił funkcję wicepremiera. Poszedłem też do niego jako sekretarza generalnego partii, żeby mu
powiedzieć, że następnego dnia wystąpię z listem do premiera. Nie chciałem, by pan Tusk dowiadywał się o tym z gazety.
To znaczy, że Platforma zamieniła się w partię dworską? Przywódcę otacza grono zaufanych ludzi i ciężko się dostać do niego nawet z tak ważnymi sprawami jak rezygnacja
współzałożyciela?
Nie zastanawiałem się nad tym. Dla mnie było naturalne, że gdyby premier potrzebował ze mną kontaktu, to przecież zaprosiłby mnie na rozmowę. Jak się obejmuje taki urząd, to ludzie tacy
jak ja traktują jako przywilej to, że zostali zaproszeni. Nie bardzo wypada prosić o przywileje. A gdyby mi odmówiono, no to jak bym się czuł? Nie chciałem ryzykować. Czy to znaczy, że to
jest partia dworska? Nie wiem, bo nie umiem tego zdefiniować. To jest na pewno partia przywódcy. Tak się złożyło, że Polska jest teraz zakładnikiem dwóch samców alfa - premiera Tuska i
szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Dla osoby poważnej jest to irytujące. Tak samo jak to, że PO miała być zupełnie inną partią, opartą na prawyborach. Uważaliśmy wówczas, że to by
kształtowało inny rodzaj działacza politycznego, nie idącego po szczeblach kariery partyjnej, tylko zabiegającego o poparcie kolegów i wyborców.
Czy uważa pan, że Paweł Piskorski nie będzie otaczał się swoimi ludźmi, nie będzie budował własnej nomenklatury, co zarzuca pan teraz kierownictwu PO?
Jedyna rzecz, która to gwarantuje, to prywatyzacja. Nie widzę innych zabezpieczeń, bo okazuje się, że to jest taka natura homo politicus, działacza partyjnego. Ja już straciłem złudzenia co
do możliwości zbudowania takiej partii, która by nie połaszczyła się na stanowiska. Ale mimo to jestem zdegustowany skalą tego, co obecnie się dzieje w spółkach Skarbu Państwa. Jestem
rozczarowany polityką prywatyzacyjną Platformy. Po prostu rozpacz. Premier sam dał do zrozumienia, że będzie ręcznie kierował PKN Orlen!
A w sprawie NBP po czyjej pan jest stronie?
A po czyjej mam być? Jeśli dwóch urzędników, szef kancelarii prezydenta Piotr Kownacki i szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak, dyskutuje o wielkości rezerwy budżetowej
niezależnej instytucji, jaką jest bank centralny, to włosy na głowie się jeżą. W innych państwach takie rzeczy się nie zdarzają. Politycy czasem naurągają swojemu bankowi centralnemu, ale
by wysocy funkcjonariusze państwa dyskutowali sobie o tym, że może ustawę się wprowadzi, albo sugerowali, że może to prezydent ustali, ile wynosi ta rezerwa, bo prezes NBP to jest w końcu
jego nominat, to się nie zdarza. To jest właśnie poziom naszej debaty politycznej.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!