Prezes PiS przegrał w sądzie z "Wyborczą"
Wydawca "Gazety Wyborczej" nie musi przepraszać Jarosława Kaczyńskiego za krytyczny artykuł na temat niszczenia akt ABW. "Sąd z ulgą stwierdza, że minęły czasy, gdy krytykowanie dygnitarzy było niedopuszczalne" - czytamy w uzasadnieniu tej decyzji.
- Szef ABW poda się do dymisji
- Agenci specsłużb chcą uciec od polityki
- Szef ABW odejdzie już jutro
- Ziobro zostawia "wtyczki" w resorcie sprawiedliwości
- "Tusk może obudzić się z głową w nocniku"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sąd Apelacyjny nie uwzględnił odwołania adwokata Jarosława Kaczyńskiego od wyroku Sądu Okręgowego, który w październiku 2008 r. oddalił pozew prezesa PiS wobec Agory. Sąd uznał wtedy artykuł "GW" za "krytykę prasową w granicach prawa". Sąd także nie dopatrzył się w nim naruszenia dóbr osobistych Kaczyńskiego.
W pozwie Jarosław Kaczyński żądał przeprosin i wpłaty 50 tys. zł na Fundację "Solidarna wieś" za artykuł pt. "Co tam niszczą w ABW". Opisano w nim dokument wydany w sprawie zasad niszczenia akt ABW, które premier Kaczyński podpisał 23 października 2007 r., dwa dni po przegranych przez PiS wyborach.
"GW" napisała, że może to być sposób dla ABW na pozbycie się dowodów nielegalnych operacji służb specjalnych. Cytowany przez "GW" ekspert sejmowej speckomisji uznał, że premier, zezwalając na niszczenie takich dokumentów, przekroczył uprawnienia. Zdaniem Kaczyńskiego, "GW" w ten sposób sugerowała, że jako premier mógł popełnić przestępstwo.
Sąd Apelacyjny uznał dziś pierwszy wyrok Sądu Okręgowego za słuszny. "W całej tej publikacji nie sposób odnaleźć niczego, co by dotyczyło Jarosława Kaczyńskiego jako człowieka; jest ona poświęcona jego władztwu publicznemu jako premiera" - mówił sędzia SA Marek Podogrodzki w ustnym uzasadnieniu wyroku. "Sąd z ulgą stwierdza, że minęły czasy, gdy krytykowanie dygnitarzy było niedopuszczalne" - dodał sędzia. Podkreślił, że następcy Kaczyńskiego podjęli działania w celu zmiany "niefortunnych przepisów". "W tej sytuacji należałoby przyznać się do błędu, a nie walczyć zawzięcie z publikacjami kwestionującymi zasadność zarządzenia" - powiedział sędzia.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!